Przymroziło. Grubość lodu pozwala już na wielu zbiornikach próbować swych sił w konfrontacji z z rybami. W tej sytuacji zarząd ursynowskiego Koła postanowił o organizacji ostatnich w tym roku zawodów - tym razem w wędkarstwie podlodowym na terenie stawów w Puchałach.
W niedzielę 19 grudnia, na miejsce zbiórki stawiło się 23 Kolegów. Ciepło ubrani, zaopatrzeni w termosy, linki asekuracyjne, świdry, naładowani optymizmem i humorem. Po krótkiej odprawie udali się w upatrzone miejsca i niebawem, po gwizdku sędziego, rozległ się po lodowej tafli chrzęst wierconych dziur, Do wody powędrowały różne zanęty, a następnie nadziane na mormyszki i haczyki przynęty. Wzrok rybołapów skupił się na wskaźnikach brań i nastąpiło pełne nadziei oczekiwanie...
Fajny to widok - kilkudziesięciu przyczajonych nad dziurami wędkarzy, na stosunkowo niewielkiej przestrzeni. Gdyby byli ubrani w ciuchy o czarno białej kolorystyce, można by sądzić, że w okolice Warszawy przez pomyłkę zawitało stadko pingwinów.
Stosowano różne podstępne techniki. Jedni używali kijaszków z zestawem spławikowym, inni zaś wprowadzali mormyszki w drgania o tajemnej amplitudzie. ( plotka głosiła, że niektórzy w celu jej uzyskania, poprzedniego dnia przeholowali znacząco w spożyciu napitków z zawartością C2 H5 OH )
Po pewnym czasie pierwsze rybki wylądowały w specjalnie w tym celu obowiązkowo posiadanych wiaderkach. Pogoda była w sam raz. Trochę mrozu, lekki wiaterek, przebijające się przez chmury słońce...
Po czterech godzinach zmagań najbardziej skutecznymi łowcami okazali się :
Ta trójka oraz kol. RAFAŁ KRAŚNIEWSKI , łowca największego okazu, ( leszcz ) została uhonorowana pamiątkowymi pucharami.
Nagrody wręczał prezes DARIUSZ STEFANEK w asyście kapitana sportowego PIOTRA GRZELAKA. Ponadto pierwsza szóstka została odziana w koszulki z logo Koła.
Łowiono różne gatunki ryb. W wiadrach wypełnionych wodą można było zobaczyć płocie, okonie, leszczyki i jazgarze.... Należy podkreślić, że wszystkie ryby, po zważeniu i zmierzeniu, wróciły do wody.
Po oficjalnej części imprezy i odebraniu gratulacji nastąpiła nie mniej przyjemna druga jej odsłona.
Było to ostatnie spotkanie przed Świętami więc podzielono się opłatkiem, składano sobie życzenia, wśród których najczęściej słyszałem – taaaaaakiej ryby, trzymaj się stary (!), powodzenia, zdrówka, oby nam się.... Ogień buchał, więc lekko wychłodzone towarzystwo zajęło się pieczeniem i konsumpcją kiełbach.
Niektórzy Koledzy, ograbiając domowe spiżarnie, dostarczyli dodatkowo inne smakołyki. Można było skosztować śledzika i ogóreczka zagryzając pieczywem. Pojawiła się jakaś nalewka i inne nieco mocniejsze napoje, ale o tym cicho szaaa... Salwy śmiechu, wędkarskie opowieści i wymiana doświadczeń trwały niemalże do zachodu słońca.
W mojej ocenie impreza była bardzo udana. Rybki dopisały. Humory również, nie było jakiegoś patologicznego zadęcia często występującego podczas zawodów.
Następne zawody, tym razem o tytuł mistrza Koła w wędkarstwie podlodowym, planowane są na luty Kapitan Sportowy Piotr Grzelak, „odgraża” się, że zorganizuje jakąś imprezę o jego puchar jeszcze w styczniu. Byłby to fajny akcent rozpoczęcia wędkarskiego sezonu 2011 r. w naszym Kole.
Korzystając z okazji pragnę w imieniu Zarządu Koła złożyć wszystkim Koleżankom i Kolegom serdeczne życzenia z okazji zbliżających się Świąt oraz wspaniałych wędkarskich przygód w nadchodzącym Nowym Roku. Do zobaczenia na kolejnej imprezie !
Komentarze