...Jest 28-my kwietnia a ja w robocie ze świadomością że nadal nie mam opłaconej składki więc moja wizyta nad czymś niby konkretnym pod wielkim znakiem zapytania .
W sumie na składkę prawie uzbierane ale właśnie to PRAWIE (jak w reklamie) !tym bardziej że koło czynne tylko w poniedziałki więc duuupa.
Nagle jak w bajce z mojego dzieciństwa (pomysłowy Dobromir)coś poskakało mi po głowie i bynajmniej nie była to kulka wodna a przypomnienie że gdzieś miałem kontakt do Skarbniczki,wzrosła nadzieja na powodzenie!
Nadzieja moja tym bardziej wzrosła jak wpadło autko na szybką wymianę klocków a co za tym idzie nadzieja na przypływ brakujących polskich nowych.ochoczo wziąłem się do roboty ale niestety przy wybijaniu klinla dostałem w oko,pobolało i złagodniało-myślę ok,jakiś odprysk po prostu zranił delikatnie.
Auto skończone i kasa uzbierana czyli na składkę jest ale że jakoś tak nie do końca czułem się komfortowo to postanowiłem że opłacę nazajutrz po robocie...
W robocie już w miarę ale niepokoiło mnie że patrząc na coś małego czułem ból,koniec końców wieczorem było tragicznie i wylądowałem na Ceglanej w Katowicach w klinice okulistycznej z rachunkiem na prawie dwie stówki za wielominutowe grzebanie igłą w oku ale tu szacun do lekarki za fachowość ale i tak karta poszła pa pa !!!
W piątkowy ranek nie było lepiej no i pogoda nienadzwyczajna - więc może wieczorem,niestety oko nie dawało zapomnieć o sobie a i pogoda nadal nieciekawa wiec wypadzik przekładam na sobotni ranek po wcześniejszym zgadaniem się z kolegą ale jak to bywa po majówce chyba musiał swoje odchorować a wiec i ja odpuściłem z ty że popołudniu nic mnie nie zatrzyma
i wybieram się sam.
Łowisko to oczywiście Maciejki na które dotarłem koło 17-tej i szok - takiego pomajówkowego syfu dawno nie widziałem ,zarzuciłem gruntówkę i postanowiłem zająć sie reanimacją otoczenia tylko że zabrać tego dziadostwa nie sposób więc fojerka i powoli zbieram dziadostwo na miejsce po ognisku,pare patyków i powolna utylizacja :-)
Zajęty tą wątpliwą przyjemnością na rybach będąc parę metrów od kija zawaliłem przepiękne branko "ucieczka kijka z podpórek"no ale co tam - robi się czyściej i przyjemniej.
Dość ! czas na fajke i browar no i kontrola kija - potem zajmę się dalszą okolicą ,drugi zestaw ląduje w wodzie ,tym razem kulka i tu strzeliłem sobie w stopę bo przy rozgrzebanym oku wypatrywaniu jej na delikatnej fali przestało być przyjemne i kilka godzin ulgi szlag trafił .
Już miałem zwinąć zestaw gdy nastąpiło branie wynagrodzone niezłym karachem 30.
Przez cały mój pobyt w pobliżu spacerował sobie gołąb i wydziobywał resztki zanęty i nagle stała się rzecz dziwna ,ptak pogruchał ,potykał się i dreptał w moim kierunku...podszedł gdzieś na metr z paskiem foli na nogach (to lepkie Gó..o)co to teraz wszystko w to pakują,
bez namysłu nakryłem go znienacka podbierakiem i pod siatką uwolniłem go z pułapki,podbierak w górę a ptaszysko przyjaznie patrząc podeszło bliżej ot taka chyba wdzięczność z jego strony,nie pogardził kilkoma ziarnami kukurydzy które mu dałem i tak on przy kijkach i ogniu a ja zbierałem dalej sukcesywnie ten syf- po paru minutach odleciał,miał chyba ze trzy obrączki.
Do końca miałem jeszcze jedno branko na grunt i podobny karaś - ten uzyskał wolność...
W niedzielę odwiedziłem to łowisko jeszcze raz z tym że w innym miejscu z kulką ,niestety lipa bo zaczęło wiać ale dzięki temu zauważyłem następne dziwne zjawisko mianowicie na silnie sfalowanej wodzie utworzył się okrąg kompletnie gładkiej wody który się przemieszczał tam i z powrotem. a na dwa brania jedno skuteczne znów karaś z amnestią :_) w końcu ten jeden na majówkę wczorajszy wystarczy. Skończył na talerzu w towarzystwie kiszonej
Kapusty i podsmażanych kartofli na wzór frytek :-)
P.S. oko nadal mnie wkurza.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze