Reklama

Majowy poranek nad Wycztokiem

02/05/2011 18:14
Długo czekałem na rozpoczęcie kolejnego sezonu szczupakowego. Dni dłużyły się i dłużyły, a najbardziej 30 kwietnia. Przygotowałem sprzęt, kanapki oraz herbatę z cytryną w termosie, bo pierwszomajowy poranek zapowiadał się dość chłodny. Byłem nastawiony bardzo optymistycznie. Zaczęło się jednak nie po mojej myśli ponieważ zaspałem. Kilkunastominutowe spóźnienie na łowisko i to na sam początek. Po zajechaniu na miejsce szwagier już czekał gotowy do boju.

- Zaspałeś? - zapytał.

- No tak, sorki - odpowiedziałem.

Po sprawnym przygotowaniu sprzętu wyruszyliśmy na łowisko i w drugim rzucie miałem niewymiarka. Ryba wróciła do wody. Przeszliśmy kawałek w okolice pomostów. Ja stałem w wodzie, a szwagier na pomoście. Po kilku rzutach zacinam rybę.

- Ten ma wymiar – mówię do szwagra.

Ostrożnie holuję rybę i podbieram ręką. Delikatnie kładę na pomost obok szwagra, który ma już gotową miarkę. Mierzymy rybkę i – kurczę – 48cm. Lekko zawiedziony wypuszczam delikatnie rybę do wody. Idziemy dalej w okolice mojego jesiennego kawałka szczęśliwej wody, ale i tam nic się nie dzieje. Jedynie w pobliżu jednego z pomostów zostajemy skontrolowani przez SSR. Papiery oczywiście mieliśmy w porządku. Rejestry wypełnione, więc czyści jak łza.

Przechodzimy dość spory kawałek jeziora bez biczowania wody. Wchodzimy zaraz za przesmykiem koło trzcin i zaczynamy dalej machanie wędami. Niedaleko widać było jak szczupak atakując jakąś zdobycz uderzył o lustro wody, ale pomimo rzetelnego ”przeczesania” kawałka wody nie uderza w moją przynętę. Po chwili patrzymy ze szwagrem jak po drugiej stronie jeziora inny wędkarz holuje rybę i przesuwa się w kierunku brzegu.

- Ten jest wymiarowy – mówię do szwagra - obserwując pracę wędziska.

- Z pewnością – odpowiada zdecydowanie.

Bacznie obserwujemy, aby nie pominąć chociaż widoku wymiarowej ryby. Wyjmuje ręką i podnosi, przesuwając się w stronę brzegu. Kolejny wędkarz - notabene który złowionego wcześniej niewymiarka ciska kilka metrów, jak jakiś ochłap - zagaja szczęśliwca o jej wymiar.

- 55 – mówi szwagier.

Po chwili wędkarz oznajmia swojemu sąsiadowi, że miarka pokazała 54cm.

- Ty to masz oko – mówię do szwagra.

Szwagier w końcu decyduje się na założenie wirówki, ponieważ jego dotychczasowe próby z perłową gumką o niebieskim grzbiecie nie dawały rezultatów. Po kilku rzutach zapina malucha. Używając długim szczypiec delikatnie wypina kotwiczkę „zażartej” wirówki i wypuszcza gościa. Po kilku minutach na kiju szwagra znowu drgania i następny zapięty. Również niewymiarowy, ale już trochę większy od poprzednika. Chłodny wiatr zaczyna doskwierać, ale dość mocno ogrzewające słońce łagodzi uczucie chłodu. Po chwili jednak słyszę znajomy głos.

- Szwagier – patrz – ten wymiarowy.

- Na pewno – widzę, że kij inaczej pracuje jak przy tamtych.

Szwagier ostrożnie holuje rybe w kierunku brzegu i ląduje wyślizgiem. Ładnie zapięty oraz pięknie ubarwiony szczupak - jak każdy w tym jeziorze – gotowy do pomiarów i sesji zdjęciowej. Faktycznie była to wymiarowa ryba, 55cm i 1,15kg wagi.

Po kilkunastu minutach jesteśmy w wodzie, próbując coś jeszcze wymachać. Oczywiście założyłem wirówkę, myśląc, że i do mnie szczęście – postaci wymiarowej ryby – się uśmiechnie. Niestety po kilku rzutach zmieniam przynętę z powrotem na perłowe kopyto z niebieskim grzbietem. I na efekty długo nie trzeba było czekać. Po trzech rzutach zapinam rybę opodal miejsca w którym szwagier wyjął swojego miarowego zębacza. I znowu niewymiarek. I tak w ciągu pół godziny wyjąłem jeszcze trzy kaczorki. Wszystkie rybki wróciły w znakomitej kondycji do wody. Spokojnie opuszczając moje dłonie szybko znikały w toni jeziora. Niestety nie dane mi było złowić tego dnia wymiarowego kaczora, ale i tak uważam go za bardzo udany. Tradycyjnie po ostatnim rzucie poklepałem dłonią wodę mojego ulubionego jeziora.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama