W poniedziałek 20 kwietnia br. w godzinach popołudniowych wybrałem się na pobliskie łowisko Lena II, aby utwierdzić się w przekonaniu, co jest przyczyną braku aktywności / brań / ryb. Zaznaczam, że dzień wcześniej tj. w niedzielę brałem udział w zawodach wędkarskich naszego koła, które zaliczyłem z wynikiem "zerowym". Po przybyciu nad wodę, miejscówkę zanęciłem mielonym chlebem z ziołowymi dodatkami / koper włoski, oregano i kolendra /- dwie kule wielkości gołębich jajek. Po rozłożeniu sprzętu, do koszyczków załadowałem wspomnianą zanętę i wyrzuciłem dwie wędki na odległość ok. 15 m na płyciznę.
Po ok. 1 godz. wskaźnik brań drgnął, zaciąłem po reakcji ryby poznałem, że wziął karp. Hol trwał krótko, bo i ryba była niewielka. Karp bezłuski wymiaru 32 cm i wadze 1.01 kg. Po chwili branie na drugiej wędce, zacięcie i hol, opór i odjazd większy, bo też i karp troszeczkę większy, 34 cm i waga 1. 27 kg. Po uzupełnieniu koszyczka i wyrzucie wędki, dłuższy okres "ciszy". Nagle lekkie drgnięcie wskaźnika, zacinam, niby nic a jednak na haczyku coś jest. Płotka 25 cm. Wreszcie silniejsze uderzenie, przycinam i wiem, że znów wziął karp. Tym razem, też bezłuski, 38 cm i waga 1.68 kg. Czyli limit dzienny wyczerpany.
Dodaje, że jako przynętę użyłem czerwonego robaka/ gnojaka /, hodowanego w plastikowym wiaderku - jeszcze z zapasów zimowych. Po powrocie do domu przeanalizowałem swoją wyprawę i doszedłem do wniosku, że jednak brania ryb zależą od ich kaprysu. Bo jak to wytłumaczyć, wczoraj nie brały, a dzisiaj tak. Ciśnienie atmosferyczne, kierunek wiatru, temperatura otoczenia i pogoda ta sama co dzień wcześniej, a jakże inne efekty. Dodam, że mniej czasu spędziłem nad wodą /łowiąc karpie /niż na zawodach z których wróciłem " o kiju ".
Komentarze