Reklama

Marcowe rybki - Pointe Denis Gabon

18/01/2012 17:58
Na początku marca 2011 r. postanowiłem popłynąć na Pointe Denis, na dwa dni, na jedną z moich pierwszych ‘‘większych’’ wypraw Wędkowach w Gabonie. Wyprawa to trochę szumnie brzmi no ale takie tam zatokowo-oceaniczne próbowanie sił z tutejszymi rybami. Ma się rozumieć, że jeszcze wtedy w grę wchodził praktycznie tylko spinning;> (teraz się trochę zmieniło). Sezon deszczowy więc wg. tutejszych są ryby. Na miejscówkę czyli na pomost dotarłem po południu, gdyż najpierw trza się było zakwaterować w jednym z tutejszych hoteli. Pełen energii zacząłem machać mymi wobkami. Godzina, dwie… nic. Zmieniłem woblerka. Minęła 18-sta i nadszedł wieczór. No myślę trudno jaki wędkarz taki łup ale jeszcze do zmroku porzucam. Obchodzę cały pomost, rzucam no i jak to bywa nagłe szarpnięcie, zdecydowany odjazd, więc w panice dokręcam hamulec i w tej chwili zero oporu no i zawód zerwała się albo co gorsze razem z woblerem. Zwątpiono zacząłem zwijać aż znowu odjazd. Ha, myślę jakiś dziwoląg i teraz już trochę walki, odjazdów a to znowu jakby się urwała i po dłuższej chwili mam ją przy pomoście. Ale co dalej? Pajta się prawie 2 metry w dole a ja nie mam nic do jej wyciągnięcia. A zaryzykuję. Siłowo szarpnąłem ją i wyciągnąłem na pomost wędką wygiętą w odwrócone U. Dobrze, że nie pękła. Ale to był chyba jaj kres bo nieźle trzeszczała. Jak się okazało była to barakuda 4 kg. Później dowiedziałem się, że właśnie tak dziwnie walczy ta ryba, tzn. miota się w wodzie na wszystkie strony, więc dlatego na początku, jak nic nie czułem, zapewne zrobiła odjazd w moją stronę. Szczęśliwy choć zmęczony zakończyłem tego dnia wędkowanie. Następnego dnia z rana, o 10;> kierunek pomost i rzucanie szczęśliwym woblerem. Miłe zaskoczenie po 20 minutach, kolejna barakuda tym razem 2 kg. Po godzinie następna ciut większa. Około południa trzeba było uzupełnić płyny, bo słońce dosłownie w zenicie wyciskało ostatnie krople potu. Ma się rozumieć tutejsze piwerko – REGAB. Dwie 0,6 litrowe butelki ‘’ładunku wędkarskiego’’ wystarczająco uzupełniło płyny i siły. Rozpoczęło się popołudniowe rzucanko. Po jakimś czasie znowu szarpnięcie ale teraz inaczej odjazdy regularne i często w pionie. Koniec końców okazał się Karanks Żółtopłetwy ok. 1,5 kg. Szczęśliwy złożyłem sprzęt, wykąpałem się i pozostało już tylko czekać na powrotny transport do Libreville. W sumie, choć okazy nie za duże, no nawet małe, cieszyłem się z ilości i z tego że jednak spinning jest tu skuteczny. W domu przeglądając sprzęt zobaczyłem, że wobler był już mocno nadgryziony ale jeszcze sprawny. Złamał się następny razem na mocnym Lucjanie płowiku…
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama