Marzec to najgorszy miesiąc dla takiego wędkarza, jak ja. Już słońce świeci dłużej, już lód topnieje, już ptaki wesoło pokrzykują. I w głowie instynkt odpowiada: pojechałbym na ryby! Kiedy przejeżdżam nad znajomą rzeczką, znajomym mostkiem i widzę drzewa wychodzące z podniesionej, wiosennej wody, w mojej duszy rozlega się przeciągłe wycie i zawodzenie. Już bym chciał... Jednak to tylko złudzenie. Miraż. Słońce nie nagrzeje wody tak szybko, jak nagrzewa nam głowę. Może nawet rozpala. Ryby nadal pochowane w głeboczkach, mimo, że wydaje nam się, iż pluskają już raźnie w jasny dzień. Tymczasem to woda kapie z drzew, rozpuszcza sie śnieg i lód, który jeszcze niedawno, równo pokrywał gałęzie. Nie dajmy się nabrać. Przygotujmy się dobrze. W kwietniu bedzie już prawdziwa wiosna. Zróbmy spławik, wyczyśćmy kołowrotek, przewińmy żyłkę. Tak... Nie ugasi to tęsknoty, może nawet ją spotęguje... Jednak pozwoli wytrwać. I przetrwać... najgorsze podniecenie w czasie wędkarskiego sezonu.
Komentarze