Tak jak wspominałem wcześniej, na jesieni poza szczupakami, na pewno zapolujemy też na okonie. Niestety okoni na Mazurach jest coraz więcej, a w przypadku akurat tej ryby, nie jest to dobra wiadomość. Jak większość wie, okonie rosną bardzo wolno, a dzięki swoim sporym pyszczku potrafią pochłaniać na prawdę spore ilości pokarmu.
Na malutkim jeziorku na którym łowiłem niedawno szczupaki, obrazki gigantyczny ławic drobniutkiego okonia stojące przy brzegu, czy 10cio centymetrowe okonki gryzące duże gumy i obrotówki to rzecz normalna. Masa drobnego okonia, niewielkie szczupaki i nasze ulubione ptactwo wodne, skutecznie pochłaniają drobnicę, szczególnie na takich małych jeziorkach. Jeszcze kilka lat temu, można było złowić tu piękne płocie, wzdręgi i karasie, dziś pozostało ich na prawdę niewiele.
Jednym z największych problemów z niedużym okoniem, jest właśnie to, że biorą dosłownie na wszystko. Duże nr 2-3 obrotówki, wahadłowki, gumy, woblery, czerwone robaki, białe a nawet kukurydza... Chcąc połowić białą rybę, często trafiałem na ławice malutkich okonków, które skutecznie blokowały wszystkie inne ryby. Do tego okonie, często połykają przynętę bardzo łapczywie i głęboko. Łowiąc na żywca, w 5cio centymetrowe ukleję uderzają 10cio centrymetrowe okonie, czasem nawet mniejsze. Na większego żywca, czają się 30to centymetrowe szczupaczki. Jakiś czas temu czytałem o łowieniu grubych okoni na filety, właśnie w takich jeziorkach, gdzie drobnego okonia jest mnóstwo. Przynęta jest bardzo selektywna i podobno skuteczna. Na pewno w tym roku spróbuję jeszcze tej metody, ustawiając się także drugą wędka na grubszego szczupaka.
Szczęście w nieszcześciu jest takie, że okoń jest numerem 2. na liście smakołyków szczupaka i mam nadzieję, że wkrótce szczupaki zrobią swoje na tym jeziorze i przy okazji troszkę przytyją.
Odstawiając temat tego malutkiego jeziorka, czas najwyższy przerzucać się na to duże - J. Isąg. Gdzie na jesieni czekają na nas piękne szczupaki, grube okonie i sandacze. Na pewno spróbujemy też swoich sił z jesienna płocią i leszczami. Niestety od października uciekam z mazurskiej wioski, do studenckiego miasta i nasze wyprawy ograniczą się głównie do weekendów. Pocieszającą opcją jest to, że będę mieszkał tuż przy uniwersyteckim jeziorze Kortowskim, gdzie pomimo "utrzymywania czystości" przez studentów, jest na prawdę dużo ryby. Zarybiania z miejscowej hodowli są częste i mimo równie częstych odłowów można trafić tam na naprawdę ładne ryby. Zapewne spróbujemy również tam swoich sił. Wszystko to, a także relacje z zajęć ichtiologicznych, będzie pojawiać się systematycznie na tym blogu, a także na naszym profilu na facebooku.
www.facebook.pl/FWATeam
Zapraszam i połamania kija !
Dorzucam kilka fotek niedużych a nawet maleńkich rybek, które wprawiły mnie w osłupienie, atakując duże przynęty... Kiedy jest tak wiele małych ryb, często te duże po prostu nie mają czasu zaatakować...
Komentarze