Reklama

Medalowy jaź z Izumi Shad Alive

17/10/2014 08:35

Idzie jesień więc czas powspominać co działo się w piękne upalne lato 2014. Był to okres z pewnością bardzo dziwny..
Moje ulubione sandacze nie chciały w ogóle współpracować. Trochę lepiej było ze szczupakiem ,ale to nie było to co w poprzednich latach. Jednak nie mogłem aż tak narzekać bo przynajmniej miałem dwa miejsca ,które w tym roku okazały się bankówkami.
30 lipca postanowiłem wybrać się na łódź mimo ,że jezioro było raczej spokojne i żar lał się z nieba. Nie jest to wymarzona pogoda na spining ,ale może się poszczęści? Ludzie łowiący na baty z brzegu zanurzeni do pasa w wodzie ze swoimi batami i zimnym piwem w ręce, patrzyli się na mnie jak na dziwaka gdy z przystani wypływała moja łódź. "Co on robi ,przecież nawet płotka nie chce brać" słyszałem nieopodal brzegu.
Pijąc małą ciepłą coca-colę ignorowałem zaczepki i spokojnie zbliżałem się do mojej Zielonej Górki. Na początku mały kogucik wylądował na wędce ,który w zeszłych latach potrafił narozrabiać nawet gdy sandacz nie chciał brać. Pajęczynka wysuwała się z kołowrotka, przynęta leciała w oczekiwane miejsce i co? Bez efektów ,po oddaniu dobrych 30 rzutów okazało się jaki byłem naiwny..
Może przybrzeżni prorocy mieli rację? Jeden pstryk ,który obudził moją czujność i przyspieszył mi tętno okazał się być ładnym 25cm okoniem. Pasiaczek, może nie największy,ot taki przeciętniak,ale za to był bardzo wypasiony i najedzony gdy wychaczałem go "zwrócił" 2 małe jazgarze a w brzuchu miał ich pewnie dużo więcej. A jednak i tak nie zawachał się zaatakować mojej przynęty. Co go do tego skłoniło? Może ciFekawość.. Może instynt ? Na to pytanie nie chciał odpowiedzieć.. Dlatego nawet go nie męczyłem ponieważ słońce ,które oglądał przez taflę wody teraz nie było już takim pięknym zjawiskiem dla niego. Odpuściłem sobie koguty i zabawę gdy zobaczyłem ,że w pobliżu trzciny aż się gotuje. Tak się złożyło ,że delikatny wiatr wiał w stronę brzegu i postanowiłem to wykorzystać. Wyjąłem kotwice i powoli spływałem w stronę trzciny. W między czasie założyłem czapkę , ponieważ słońce mocno przygrzewało.
Na kiju zawisł swimbait Izumi Shad Alive ,który dostałem od sklepu Shani do przetestowania. I o nim będziecie mogli sporo się dowiedzieć w następnych wpisach ,które nie długo pojawi się na moim blogu.
Gdy wiatr zepchnął mnie w okolice trzciny spuściłem cichutko kotwice i posłałem w tamto miejsce woblerek. Woda aż wrzała , przynęta nie zdążyła dobrze wpaść do wody gdy nastąpiło pierwsze uderzenie.Po chwili okazało się ,że mój przeciwnik to 21cm okoń, stało tam całe stado i w ciągu 10 minut złowiłem 7 sztuk. Były tak agresywne ,że nie dopuszczały starszych do stołówki i brały praktycznie powierzchniowo ,wobler był wolno opadający i można było obserwować widowiskowe brania okoni. Jednak mi zależało na tych większych osobnikach..
Cóż tu poradzić? Po prostu wziąć model szybko tonący w kolorze naturalnego duszka- karasia. Ku mojemu zdziwieniu efekt przyszedł po pierwszym rzucie! Rzuciłem na głęboką wodę aby sprowadzić wobler na głębokość około 1,5metra i zacząłem ściągać przynętę w stronę brzegu. Powolne , wręcz leniwe ruchy mojego woblera urozmaicałem co kilka obrotów korby podszarpnięciem szczytówki dzięki czemu woblerek błyskał i wykładał się na boki. I to było to! Potężne uderzenie ,które automatycznie skwitowałem zacięciem i kij, który idealnie wręcz trzymał rybę i kontrował jej odjazdy. Tylko co to jest za ryba? Szczupak? Okoń? Na pewno nie ! Ta ryba walczy zupełnie inaczej.. Po chwili przyszło pierwsze skojarzenie-, może to jaź? Przecież kiedyś często łowiłem jazie na spławik. Ale teraz to nie był spławik tylko spining i duży wobler! Gdy tak kontemplowałem co za ryba skusiła się na mój wobler ,przeciwnik osłabł. Po ciężkim holu wreszcie go ujrzałem!
To był jaź! Ale nie byle jaki , miarka pokazała 48cm czyli medalowy jaź! Byłem naprawdę mile zaskoczony ponieważ dawno nie widziałem jazia i to takiego dużego w moim jeziorze. Ucieszony z nowego ,osobistego rekordu i pierwszej medalowej rybie tego gatunku postanowiłem spłynąć do przystani i odpocząć ponieważ słońce na wodzie było niesamowicie męczące. Strudzony wiosłowaniem ,obserwowałem piękne jeziorowe otoczenie. Szumiące wierzby i topole ,których liście świeciły się w słońcu. Trzcinniaczki , łyski ,łabędzie.. Nie dla samych ryb warto chodzić na ryby!:)
Niestety z powodu kłopotów z kartą pamięci pozostało mi tylko kilka zdjęć z lata , jednak szczęśliwie zostało chociaż jedno zdjęcie jazia ,który był dla mnie czymś nowym w spiningowych zmaganiach.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama