Reklama

Mepp"s bohaterem dnia

12/06/2011 21:28
Witam dość długo nie pisałem na blogu(równo rok),Spowodowane było to ciągłą pracą i dość ograniczonymi wypadami nad wodę.
Koniec kwietnia był dla mnie bardzo udany ponieważ dostałem kilka dni urlopu i w końcu mogłem zaplanować poważniejszą wyprawę na kropka.
Miejsce rzeka Rega,pogoda super słonecznie i ciepło,lecz na drapieżnika wolał bym chmury.
Nad rzeką melduję się równo o 3.50rano.Na pierwszy ogień postanowiłem użyć obrotówki Mepps"a nr0 srebrny long.Choć jętek jeszcze nie było widać coś podpowiadało mi,że ta obrotówka przyniesie efekty.I nie myliłem się po kilku dołkach,dość daleki rzut pod powalone drzewo pozwolenie przynęcie opaść i po kilku ruchach korbką uderzenie zkwitowane przeze mnie zacięciem i mam pierwszą walkę,którą wygrywam,a na brzegu ląduje pięknego kropka 36cm wymiaru kilka fotek i do wody z nim.Zadowolony z pierwszego brania ruszam dalej.Przedzieram się przez krzaki(na szęście jeszcze nie mocno zarośnięte)i docieram do kolejnego ciekawego miejsca,mianowicie starej kładki przechodzącej przez rzekę,którą dawno temu zniszczył prąd wody po zimowych roztopach.
Skradam się,bo to podstawa i wykonuję rzuty w różnych kombinacjach to przed kładkę to w pobliże zwalonych kołków i po przytrzymaniu wirówki właśnie w pobliżu kołków poczułem lekkie skubnięcie,gwałtownie ruszyłem obrotówką ku powierzchni wody i czuję gwałtowne uderzenie do dna,zacinam i po pięknej walce ląduje na brzegu kropka 38cm radość ogromna z mej strony,kolejna szybka fota i ryba ląduję znów w miejscu swego rzerowania.Jednak została mi jeszcze druga strona kładki do obłowienia i przeczucie,że może być tam jeszcze jeden kropek(gdyż w tym miejscu parokrotnie zdażało mi się łowić po dwa czasami trzy pstrągi).Przeczucie mnie nie myliło,rzucam pod skarpę wymytą przez rzekę daję opaśc przynęcie i skokami nad dnem prowadzę ją w stronę kładki,kilka razy powtarzam tą czynnośc i po chyba 8rzucie dosłownie atomowe uderzenie jak by szczupak,ale nie-po wyskoku nad lustro wody wiedziałem,że mam kolejnego pstrąga jeszcze większego.Walka była ostra bo pstrąg całkiem nieźle wiedział,jak mi ją utrudnić omijając jeden z
kołków przez co żyłka mogła się zblokować i dać mu luz na wypięcie,na szczęście tak się nie stało,bo gdy już myślałem,że po zawodach to pstrąg magicznie wrucił za kołek(uwalniając żyłkę z zaczepu) i jak z procy poszedł w dno(to mnie troche zdziwiło,ale chyba tam ryba czuła się bezpiecznie) po tym odjeździe nie miałem więcej niespodzianek i wylądowałem rybkę na brzegu,miara pokazuje 39cm "tylko 1cm wiekszy od poprzednika,a jakich emocji mi dostarczyłeś" mówię do swego kropkowanego rywala po czym zwracam mu wolność i ruszam dalej.
Po przejściu około 2kilometrów bez brań mijam starą wierzbę w pół spruchniałą,której długie gałęzie zwisały,aż do wody,myślę sobie ciekawe miejsce trzeba je stestować:)kilkanaście rzutów w pobliże drzewa i po którymś rzucie z koleji czuje typowe szarpnięcie,zacinam i walka toczy sie na nowo.Ryba robi piekne młynki i kilka świec nad wodę,ale wyholowywuje ją znacznie szybciej niż pozostałe.Miara pokazuje równo 40cm,a mój banan na twarzy jest o około 20 cm wiekszy od ryby:)bo w końcu padł pierwszy czterdziestak w tym sezonie he.Kolejne foto i żegnam się z rybką.
Po tej walce czas na odpoczynek i drugie śniadanie oraz nacieszenie oczu i uszu naszą piękną Polską fauną i florą.
Schodzę rzeka jeszcze jakiś kilometr bez brań i postanawiam zakończyć dzisiejsze wędkowanie lecz za zakrętem słyszę plusk wody,postanawiam to sprawdzić.Kolejne rzuty i czesanie miejscówki obrotówka przy dnie i w toni dają mi kolejnego kropka również 40cm,co przyprawia mnie o zawrót głowy i podkręca jeszcze bardziej,żeby powędkować jeszcze trochę.Kropek nie walczył zbytnio tylko wywijał młynki co może przyspożyć kłopotów,ale mi się udało go pokonać.Wedkując dalej i mijając coraz piekniejsze miejsca dochodzę do tamy utworzonej chyba przez dzieci z pobliskiej wioski.Tama jak tama nic specjalnego,ale za tamą tworzył sie piękny nurt z dwoma spowolnieniami nurtu od strony brzegów.To miejsce obławiałem dobre 50 minut(dość trudne technicznie),ale gdy już miałem iśc dalej wykonałem ostatni rzut za spowolnienie nurtu.Błysk prowadziłem raczej leniwie czasem podciagając szybciej,żeby wyglądało jak by owad płynął pod prąd ostatkiem sił.I to był strzał w dziesiatkę.W odległości około 25metrów ode mnie czuje pobicie,które zacinam i walka toczy się na nowo.Kropek robi młynki i próbuje wywalczyć sobie wolnośc,ja nie odpuszczam i cały czas dbam o to żeby nie pojawił się żaden luz na żyłce.Po kilku minutach i zmęczeniu rybki ląduje na brzegu najpiękniejszego i największego pstrąga tego dnia,który miał 43cm,moja radość była ogromna,tak ogromna,że podczas wypuszczania ryby nadepnąłem na szczytówkę swego spina i niestety ją złamałem.Ale zadowolony z wyników dnia(w końcu 6pstragów nie często się zdaża na jednej wyprawie)zakończyłem wędkowanie i wróciłem do domu.
To był piękny dzień,który na zawsze pozostanie mi w pamięci,a patrząc na zdjęcia wtedy złowionych kropków zawsze pojawia mi sie na twarzy charakterystyczny banan:)
Pozdrawiam i połamania wszystkim pstrągarzom.
Łowiłem na spinning Pallida Cupido 270cm,c.w.5-10g,kołowrotek:Jaxon VX Machine 100,żyłka Balsax:
Silver Fish 0,18mm,Mepp"s nr 0 kolor:srebrny,typ paletki:long.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama