Meppsowa próba cz.I Weekend dla rodziny połączony ze zwiedzaniem wielkopolski, w tym pałacu w Czerniejewie, więc na rybki pojedziemy w tygodniu. Żona do pracy, syn do szkoły, a ja nad jezioro. Podział zadań i obowiązków wykonany precyzyjnie. Analizują pogodę na nadchodzący tydzień wybór pada na środę. Do południa mam być całkiem znośnie, zachmurzenie umiarkowane, temperatura około 20°C, dopiero pod koniec dnia zapowiadają przelotne opady, więc można spokojnie spróbować zasiadki karpiowej. Kolega podczas weekendowego wypadu nagotował gar kukurydzy, więc jak nie próbować. Po odwiezieniu żony do pracy już podczas przemieszczania się nad jezioro rozwijające się zachmurzenie i pojawianie się chmur warstowych zbyt mi się nie podobało. Krótko po dotarciu nad wodę i wypiciu kawy pogoda załamała się na dobre. Wystarczyło kilka minut aby wszystko było mokre. Powstał dylemat co robić? Wypływać nie ma sensu, wracać do domu? Nie nie przystoi, będziemy spinningować. Południowy brzeg swoimi starymi drzewami da jakąś osłonę przed deszczem, więc spokojnie wytrzymam. Ubiór przeciwdeszczowy na siebie, kapelusz z rondem do osłony twarzy, dwa spinningi (okoniówka i szczupakowy) i podbierak do ręki, torba z przynętami przez plecy i zaczynamy od zachodniej zatoki. Polując za okoniem wypróbuję nowe kopytka, natomiast na średnim spinningu postanawiam przeprowadzić test wiróweczek meppsa nr4. Kopytka z główką 6g stosunkowo szerokie i z dużym ogonkiem pracują rewelacyjne w kazdej konfiguracji zarówno podczas spokojnego prowadzenia jak i opadu. Ponadto oprócz intensywnej pracy dużego ogonka wykonują ciekawe wahania na boki, muszą coś sprowokować. Meppsy w srebnych i różnokolorowych barwach o różnym ciężarze korpusów, klasa same dla siebie, wprost killery. Okazuje się, że tak myślałem tylko ja. Ryby przez trzy godziny były zdecydowanie odmiennego zdania. Jak dotarłem na wschodni brzeg jeziora, na krótko pokazało się słonko. Trochę zdziwiony i zaskoczony obrotem spraw już chyba z dersperacji zakładam meppsa jakby na złość słonku ze srebnym skrzydełkiem. Rzut, prowadzenie w połowie wody i po chwili tak charakterystyczne okoniowe „pach, pach”, konsternacja, lekki opór wyczuwalny dobrze na delikatnym Jaxonie 2,75m Futura pro Jig 5-17g, ale czyżby zaczep? Po chwili w przezroczystej wodzie ukazuje się okonek ale bez większej walki, Uderzył w przynętę zapinając się jedny grotem pod pysk i to go zgubiło. Jakby uderzył centralnie nie miał by szans na zapięcie, gdyż wielkość kotwiczki znacznie przekraczała rozmiar jego pyska. Słońce powoduje, że zaczynam znowu myśleć o karpiowaniu jednak szybko rozwijające się od zachodu cumulusy z ciemnymi podstawami oraz granatowa masa chmur warstwowych skłaniają mnie do odrzucenia tej myśli. Jak się póżniej okazało popołudnie zrobiło się pomimo niezbyt obiecującego początku całkiem przyzwoite, jednak przemoczone ciuchy i sprzęt spowodował, że postanowiłem zrobić sobie krótką przerwę, zjeść ciepły posiłek na podniesienie morale i po południu kontynuować spinningowanie.
Komentarze