Reklama

Miał być duży leszcz spod lodu, a...

24/03/2013 16:21
Witajcie wędkujący. Przygoda to właściwe słowo, które towarzyszyło nam przez miniony weekend zarówno w sobotę, jak i w niedzielę. Najpierw oczywiście ustaliliśmy z moim brackim-Piotrem, że w ten weekend łowimy leszcza, no i pora na duże sztuki-konsekwentnie realizowane plany czasami się sprawdzają, chyba, że natura robi co innego :))). Miejscówka obrana właściwa, sprawdzona. Zanęta leszcz secret czarna od Trapera z dodatkiem pinki to miała być główna zanęta. No i jedziemy w sobotę 6.15 wyjazd na lód-na łowisko dobre 20 min. Uśmiechnięci jedziemy, ale nie dojechaliśmy, bo utknęliśmy w zaspach, auto się brzydko osunęło z drogi i stoimy w lesie, jak takie łosie. Cała akcja trwała około 3 godziny, oczywiście z czekaniem na pomoc, która po małych perypetiach dotarła. Na łowisko nie było, aż tak daleko ok. 1km na piechotę. Nasza pora minęła, maszerowaliśmy później w tym śniegu, żeby na niedzielę chociaż zanęcić. Żona, jak mnie ujrzała, kiedy wróciłem do domu, rzekła zdejmuj śpioszki i do wanny. Śpioszki-to moje ocieplone spodnie na szelkach. Dzisiaj w niedzielę autko już zostało przed feralnym miejscem, a my z całym ekwipunkiem na pieszko powędkować. Zaczęliśmy rano około 7.00, temp. powietrza -13,5st. Pogoda nie była najlepsza, co chwilę inna aura : padał śnieg i było pochmurnie, wiał wiatr i świeciło słońce, aż mnie głowa rozbolała. Leszczu podchodził, ale co trzeci między płotkami. Rozmawiamy ze sobą i stwierdzamy, że coś jest nie tak, ale co? Oczywiście odpowiedzi brak, bo dzisiaj tak się po prostu wędkowało. Jedne z najgorszych brań w tym sezonie pod lodowym, a jeździmy od pierwszych lodów praktycznie, co tydzień. Mówimy, że garbus to już, jako taka atrakcja w ogóle nie podejdzie i takie tam. I tu niespodzianka trochę sobie pomogliśmy. Przesunięcie nasiadówki o kilka metrów bardziej pod trzcinki. Zanęty nie wrzucamy i po dobrych 10 minutach brat krzyczy ze szczęścia, że w końcu ma coś dużego, no i dostał pięknego garbuska niecałe 32cm, ja rzuciłem moją wędkę i podbiegłem do niego, ale pasiasty już był na powierzchni. Cieszyłem się, jak mały chłopiec, jakbym to ja złowił tego grubaska. Pięknie, od razu humory lepsze. Po łyku herbatki i za chwilę proszę bardzo, u mnie na kiju siedzi krótszy o centymetr, ale równie pokaźny egzemplarz. Próby dalsze były, ale jak to mówią w kryzysie jednym człowiek się zadowoli. Okazy uwieńczone na zdjęciach, po herbatce i domu. I tak dzięki garbuskowi dzień stał się lepszy. Pozdrawiam wszystkich.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama