W każdym z nas siedzi nasz prywatny diabeł, który od czasu do czasu kusi by wbrew rozsądkowi zrobić coś co nie ma sensu. Mój diabeł nie jest w ciemię bity i doskonale wie jak mnie podejść. Siedząc przy ognisku, w doborowym towarzystwie, po całym dniu wędrowania po górach. I tak sobie rozmawiając od słowa do słowa rozmowa stoczyła się na hobby daleko odbiegające od wędrówek po górach. Kilku wędkarzy w naszym gronie, ten muszkarz, tamten tradycjonalista spławikowy, inny grunt czasem spinning, wdało się w dyskusję na temat, która to metoda i sposób jest naj. Dyskusja oczywiście była jałowa, więc aby ją ożywić diabeł podpowiedział mi gdzie mam włożyć kij. Tak więc chcąc zamknąć tą jałową dyskusję stwierdziłem co następuje: Nieważna jest przecież metoda, ale to jaka rybka będzie na kolacje. Oj działo się potem, działo. Ale nie będę tutaj opisywał co było potem. Na pytanie dlaczego zabijam ryby odpowiadam tak: - Uwielbiam jeść świeże ryby, - Z szacunku dla nich i zadanego im bólu, - Bo zadawanie bólu dla sportu ma taki sam sens jak zabijanie.
Nie wiem co jest większym barbarzyństwem, łowienie dla sportu by wypuścić rybę, czy po to by ją później skonsumować. Szczerze powiedziawszy nie ma to nawet dla mnie znaczenia. Ja łapię ryby by je spożyć. Część ryb ląduje w wodzie, część zabieram, a łowienie kończę gdy mam już to czego mi potrzeba. Staram się nie łowić do ostatniej ryby w zbiorniku, choć czasem diabeł mówi - jeszcze jedna, zobacz jak wspaniale biorą
Komentarze