W komputerze przeglądałem stare zdjęcia zrobione kilka lat temu i właśnie natrafiłem na filmik o sumie , jeszcze towarzyszył mi piesek na wyprawy wędkarskie. Przypomniał mi się ten dzień , tak jak to było wczoraj. To był początek lipca ,było bardzo ciepło ,duszno, bolała głowa i byłem zmęczony tą pogodą. Chciałem już jechać do domu , ale na haczyk złapała się ukleja i postanowiłem zarzucić na żywca . Pierwszy rzut i spławik ginie od razu pod wodę - nie wiem dlaczego.Pomyślałem, że za dużo jest ołowiu i dlatego tonie. Sprawdziłem przy łódce i wszystko było dobrze, spławik z żywcem pływał.Rzuciłem po raz drugi w te same miejsce i znowu spławik ginie pod wodą , zacinam i wyciągam żywca z powrotem.Postanowiłem ostatni raz rzucić w te same miejsce i zobaczyć co się będzie działo, niestety spławik ginie pod wodą. Czekam i obserwuję plecionkę , po kilku minutach plecionka bardzo wolno wychodzi z kołowrotka , czekam jeszcze chwilę , aż będzie szybciej wyciągana i w tym momencie zaciąłem. Poczułem duży opór, dalej nie widziałem co po drugiej stronie wędki jest. Walczyłem około 15 minut , a z wrażenia byłem spocony i nie czułem bólu głowy. Po wyjęciu z wody sum ważył prawie 8 kg. o dł.110cm.To była pierwsza przygoda z sumem. W 2006r. oprócz tego suma złowiłem jeszcze dwa o różnych godzinach nocnych, o wymiarach 100 i 105 cm. Do tej pory nie złowiłem żadnego.
Komentarze