Reklama

Mój początek

23/11/2010 18:12
Od dawna zbierałem się by napisać o moim początku wędkowania, a zaczęło się to w 1996 roku kiedy to w wakacje pojechaliśmy z bratem i kumplami nad staw(który dziś jest parkingiem dla tirów)wykąpać się. Staw nie miał swojego gospodarza była to jakaś budowa hydro techniczna, którą zalały wody gruntowe. Pamiętam że po przybyciu na miejsce wszyscy rzucili się do wody jak opętani a moją uwagę przykuł starszy pan, który łowił ryby miał dwie wędki jedną na spławik, a druga na żywca. Stałem tak i obserwowałem go dobrą godzinę, a on co chwileczkę wyciągał z wody karasie, piękne złote karasie.

Pomyślałem wtedy, że też będę łowił więc nazajutrz rano po wcześniejszym zgadaniu się z kolegami ruszyliśmy do lasu w poszukiwaniu swojej pierwszej w życiu wędki(kije leszczynowe). Gdy każdy miał już po kilka takich ""wędek"" wróciliśmy do domu i zaczęło się kombinowanie i nie udolne montowanie zestawów spławikowych podpatrzonych w jakiejś gazecie. Na początku nasze kije nie różniły się niczym od batów, prosty leszczynowy kij, żyłka, spławik z gęsiego pióra i haczyk ze szpilki wszystko powiązane na supełki i z tym naszym sprzętem ruszyliśmy na pierwsze wędkowanie.

Z samego rana nakopaliśmy robaków i wio nad wodę, tam zarzuciliśmy nasze wędki i czekaliśmy na rybę, która przez kilka godzin nie interesowała się naszymi przynętami. Podłamani i smutni wróciliśmy do domu gdzie każdy zaczął studiować fachową prase później do naszych kijów. Przy pomocy taśmy izolacyjnej dokleiliśmy niby przelotki z drutu i najważniejszą rzecz czyli kołowrotki(obydwa mam do dziś jako pamiątkę), które podarował nam nasz znajomy wędkarz mówiąc, że mamy o nie dbać, a napewno coś na nie wyciągniemy. I tak po jakimś za ciężko zarobione pieniądze zamiast ubrań kupiłem sobie pierwszą prawdziwą wędkę, a był to balzer długości 4,20m i ciężarze wyrzutowym 5-25g normalnie cudeńko oraz kołowrotek okumy, który to kupiłem na bazarze za bodajże dwie dychy.

Oprócz tego kupiłem żyłkę (producenta i średnicy nie pamiętam) i na tej wędce wytargałem swoją pierwszą dużą sztukę, a był to 3kilowy karp po niedługim czasie wędkarstwo poszło w odstawkę na rzecz gry w kosza i piłkę nożną. W między czasie pokończyłem szkoły i w wieku 20lat pojechałem w poszukiwaniu kasy na Wyspy Brytyjskie tam stara miłość ożyła na nowo kiedy to w drodze do pracy zobaczyłem Polaków łowiących na miejskim kanale(o dziwo owe typy miały licencje) i postanowiłem że kupię pozwolenie i zacznę przygodę od nowa. W sklepie wędkarskim kupiłem kija szczupakowego 3m 2/5lb do tego duży młynek okumy wraz z żyłką i przynętami do spinningu. Nieudolne były moje pierwsze kroki ze spinem, ale po czasie nauczyłem się łowić i pierwsze szczupaki sandacze i duże okonie wyciągałem z wody. Jednak spinning mi nie pasował jestem leniwy i lubię łowić stacjonarnie.

Podczas powrotu z pracy na kanale odbywały się zawody angole siedziały i łowiły niesamowicie długimi kijami myślę to jest to to coś dla mnie i na drugi dzień złożyłem wizytę w ww sklepie wędkarskim tam poprosiłem moim łamanym angielskim sprzedawcę o pomoc i zakupiłem swoją pierwszą tyczkę. Miała 11m i był to ron thompson super carp z dwoma topami 2elementowymi do tego kupiłem jeszcze rolki siedzisko(pudło plastikowe) i śmigałem na kanał, który od mojego domu oddalony był o 150m. Tam łowiłem płocie, okonie, klenie i inne ryby w tym także węgorze. Po powrocie do Polski łowiłem głównie na łowiskach komercyjnych, które z czasem przestały mnie bawić i postanowiłem zdać egzamin na kartę wędkarską do grona pzw dołączyłem w 2008 roku i zaczęło wędkowanie na szeroką skale dziś łowię na tyczkę grunt czasami spinning. Po tylu latach nabrałem doświadczenia i zadałem sobie pytanie dlaczego na samym początku wystarczały do złowienia ryby kopane robaki i kuku z puszki, a teraz tak naprawdę nie wiadomo na co łowić i czym nęcić? Kiedyś znajdę odpowiedź na to pytanie...
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama