A było to tak około godziny 17.00 na jedną wędeczkę łowiłem leszcze, a na drugą zasadziłem się na sumy i tak sobie siedziałem i tak po godzinie wpadł mi jeden kląpik i na tym do godziny 23.00 się skończyło.
Już miałem zwijać sprzęt, bo nie było sensu zasiadać się do rana, aż tu nagle dźwięk dzwonka na wędzisku na suma, kij gnie się i zaczyna wracać, więc zacięcie i szpula trejkocze. Po paru chwilach stop, więc zaczynam skręcać, a tu stop drgnąć nie chce. Po chwili tak jakby się wypiął, parę ruchów korbką kołowrotka na luzie i jest. Ruszył trochę do przodu, trochę do tyłu, był ze 20 metrów ode mnie.
Walka trwała z 10 minut i był na brzegu. Złowiony był na trzy sztuki rosówek i kawałek drobiowej wątróbki. Po tym sumiku przesiedziałem do rana, choć więcej nie złapałem już nic. Pozdrawiam PS. ciekawe co ten rok pokaze
Komentarze