To był ten piętek(09-09-2011), w którym pomyślałem, że dobrze by było pojechać o świcie sobotnim na ryby. Na zbiorniku w Majdanie Sop. zjawiłem się po 5 rano, w sumie to trochę chyba za wcześnie bo widoczność jeszcze była mała. Nie szkodzi. Rozkładam sprzęt, solidną gruntówkę i żywcową spławikówkę. Garść zanęty ląduje w wodzie i oczekuję na płotkę oczywiście małą bo liczę na porannego sandacza. Wiąże przypon z linki szczupakowej, przewlekam płoteczkę i rzut. Leci daleko, ustawiam wędkę na podpórkach i włączam sygnalizator. Jest cicho spokojnie i nikogo nie ma chyba oprócz mnie. Czekam, przed 6 podchodzi pan z pytaniem o miejsce obok. Jest wąsko ale bez trudu się zmieścimy, on łowi białą rybę bez efektów. Po 8 ma ostre branie, energicznie zacina i holuje. Na 2 ziarka kukurydzy wzioł okoń 33 cm a płotki nic nie rusza!!! Około 9 mam szybki i krótki odjazd na gruntówce, po chwili drugi. "To sandał" kwituje towarzysz po kiju. Może ale wydaje mi się że puścił rybkę i popłyną w siną dal bo sygnału nie ma dłuższy czas. Zacinam i jest, fajnie walczy, podciągam coś do brzegu a pan stwierdza sandacz. Za warkoczem zielska płynie wielki biały brzuch to OKOŃ. Londuje na brzegu i jest przepiękny, robię szybki pomiar, to 41 cm pasiastego garbusa. Uzbrajam zestaw drugą płotką i zarzucam do wody. Mój towarzysz rozkłada żywcówkę i zakłada na nią płotkę. W przeciągu godziny złowiłem jeszcze dwa szczupaki. Na spławik pistolecik niecałe 40 cm i z gruntu 51cm. Z nad wody przegania mnie deszcz ale i tak uważam mój wyjazd za niezwykle owocny. POZDRAWIAM
Komentarze