Od wielu lat jestem zwolennikiem łowienia na wodzie bieżącej. Łowię na rz. Wiśle, Odrze i Warcie. Moją ulubioną metodą jest bacik 7,8 m. Jest to fajna, bardzo aktywna metoda łowienia. Kiedy nadarzyła się okazja połowienia na wodzie stojącej wykorzystałem okazję gdyż dysponuje odpowiednim sprzętem. W dniu 23-07-2011r.udałem się na znane mi już trochę wyrobisko po żwirowe w m. Owińska. Oczywiście wyposażony tym razem w „Bolonkę” 4,60. Wieść niesie że ryby są tu olbrzymie. Można złowić 20kę amura, karpia i suma. Są też i duże karasie. O godz.9 zjawiłem się nad wodą. Wybrałem intuicyjnie stanowisko z myślą że może coś na pierwszy raz złowię. Pogoda nie napawała optymizmem, ale lekka bryza to dobry znak. Wygruntowałem łowisko, było ok.2,5m. Wrzuciłem kulę zanętową skład której w większości stanowiła pszenica oraz płatki i zanęta płociowa. Po kilku minutach zaczęły się brania .Były to drobne płotki, krąpiki i krasnopiórki. Tym się jednak nie zrażam, jestem przecież na tej wodzie nowicjuszem. Mimo donęcania brań już więcej nie było. Zrobiło się trochę cieplej, ustał wiatr. Na wodzie cisza/martwica/.Kolejny raz zmieniam przynętę. Tym razem cztery białe i ziarnko kukurydzy. Około godz.12,30 spławik/3/ lekko się zakołysał, jednak nic się nie dzieje. Myślę sobie, skubnęła drobnica. Postanawiam jednak sprawdzić. Podciągam zestaw i czuję opór, odruchem bezwarunkowym podcinam, wędka w pałąk i zaczyna się odjazd. Co jest na haku/10/nie wiem. Po kilku odjazdach przyciągam do brzegu i pokazuje mi się w pełnej krasie KARAŚ - gigant. Od dobrych 4 lat nie złowiłem karasia, szkoda by było stracić taki okaz. Podbierak oczywiście w samochodzie. Powoli podciągam na płyciznę i jest mój. Adrenalina wysoka. Wyciągam miarę z kieszeni i oczom nie wierzę. Mój karaś ma 47cm. Waga wskazuję1,40kg/chudy/.Proszę łowiącego obok wędkarza o zrobienie fotki. Do domu wróciłem cały w skowronkach. Wędkującym kolegom życzę podobnej przygody. Pozdrawiam.
Komentarze