Reklama

Moja najlepsza, największa ryba bo pierwsza w życiu

20/08/2009 16:56
Mając 11 lat. po długim marudzeniu dostałem od taty prezent, pięć metrów żyłki, spławik z kory topoli i haczyk. Dumny byłem co nie miara. ( koledzy łowili na zakrzywioną szpilkę i dratwę, albo na włosie z końskiego ogona).

Wędkę wyszukałem sobie w lesie sam. Była to leszczyna. Tak wyposażony w sprzęt czekałem na zgodę rodziców na wędkarską wyprawę. O to było ciężko, ponieważ praca w gospodarstwie była zawsze i każdy z rodzeństwa miał przydzielone obowiązki. Po wielkim marudzeniu mam zgodę. Szykuję się cały dzień, kopanie robaków, robienie ciasta z mąki i chleba pochłania mnie całkowicie. Na drugi dzień rano wychodzę nad jezioro. Mam do przejścia na skróty ponad trzy kilometry, ale co tam. Można było rowerem, który był w domu, był ale bez powietrza w kole. Pompkę przeciąłem na pół, ponieważ inni mieli wędki składane to ja też musiałem mieć. Wyprawa ta była dla mnie tak ważna, że nie myślałem o pompowaniu roweru. Pieszo też można.

Po długim marszu jestem nad wodą, jest to jezioro Mositko. Robaki na haczyk i do wody, a tu nic. Mam spławik, żyłkę i .ładny haczyk a tu nic się nie dzieje. Pytam pana, który pracuje na polu o godzinę, jest południe, a ty nic. W końcu po pewnym czasie mój spławik gdzieś odpływa w toń wody, a ja nie wiem jak się zachować. Gospodarz krzyczy bierz kij i do góry. Łatwo powiedzieć, szkoda urwać taki ładny haczyk. Po krótkiej szamotaninie w końcu jest, ładny, srebny, olbrzymi w moich oczach Leszcz. Nie było czasu do stracenia, kij pod pachę ryba do torby i biegiem do domu. Gdy dzisiaj patrze na biegi z przeszkodami to się śmieję, wtedy to był bieg o mistrzostwo świata.

W domu zdyszany czyszczę rybę, mama przyrządza i czekamy na tatę, który wraca o 15 z pracy. Zapach smażonej ryby przyciąga jego uwagę już przed domem, ja siedzę przy stole i czekam, przecież ta ryba dla niego. Obserwuję ojca jak je z zadowoleniem, smakuje mu,ale jeszcze została ta nieszczęsna pompka do roweru. Nie ma wyjścia przyznaję się. Co ciekawe nie gniewa się wcale, kupił mową na drugi dzień. Od tego czasu wędkuję z różnym powodzeniem. Ale ta pierwsza ryba, te przygotowania i sama wyprawa pozostaną w mojej pamięci na zawsze.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama