Reklama

Moja żona jest wędkarzem, czyli wędkujące małżeństwa

10/05/2010 08:19
Witam, zastanawialiście się, dlaczego tak mało kobiet wędkuje, nie wiecie, bo panie są lepsze od nas w tym sporcie, a my wolimy kobiety zaszufladkować w kuchni, przy dzieciach w domu, nie chcemy (niestety większość z nas) by były z nami nad wodą i do tego biegające dzieci! Ja wiosną, jesienią jeździłem nad wodę sam, ale latem z rodziną, co weekend (syn miał 4 a córka 2 latka jak pierwszy raz spały w namiocie) do Głębinowa (jez.Nyskie) i tak przez prawie dwie dekady, żona próbowała wędkować, namawiałem ją do tego, ale ją to nie pociągało, za to uwielbia być po prostu nad wodą. Są to dla żony i dla mnie cudowne lata, które często wspominamy. Ale ja chcę napisać o innych paniach, które wędkują, a ja w swojej karierze wędkarza wdziałem. Był to pierwszy rok mojego wędkowania, połowa lat 80, rzeka Nysa Kłodzka 300m poniżej garbatego mostu (nie ma już tego pięknego miejsca) był zemną pan Stanisław mieszkaniec pobliskiej wsi Topola, który przyjeżdżał po mszy rowerem. Pan Stanisław polował na klenia, z powodzeniem, byłem zachwycony jego szybkością w zacinaniu tej ryby. Pewnej niedzieli zajechał biały polonez po drugiej stronie rzeki (to była fura na tamte lata) wysiadło małżeństwo, zaczęli się rozkładać stolik, krzesełka, wędki itd.

Rzeka w tym miejscu miała szerokość 7-9 m słyszałem każde ich słowo, rozmawiali jak ludzie z wyższych sfer, odnosili się do siebie z ogromnym szacunkiem i uczuciem. Wypili kawę, i zasiedli do swoich stanowisk, pan Stasiu powiedział, że ich zna, żebym się nie odzywał, tylko patrzał i słuchał, a było, na co. Rozpoczęli rywalizacje, obserwując to wszystko, słysząc niewybredne teksty, ba nawet wyzwiska, myślałem, że zaraz się małżonkowie pozabijają (Pan Stanisław powiedział mi, że miałem głupią minę patrząc na widowisko), minęło 2 godziny, przerwa. Małżeństwo po przeważeniu i przeliczeniu, wypuściło ryby, zabrało się za grillowanie, rozmowa, wersal, pełna kultura, i znowu krótkie przygotowanie i walka na drugim brzegu, docinki, karczemny język. Wdziałem ich jeszcze kilka razy nad woda, i za każdym razem to samo. Spotkałem przypadkowo tego (od białego poloneza) pana w moim mieście, miał tu sprawę, nie wytrzymałem, podeszłam porozmawiać, a właściwe, zapytać, odpowiedział mi, że są szczęśliwym małżeństwem prawie 40 lat, ich pasją jest wędkowanie, a ich zachowanie to odreagowanie na stres, i problemy dnia codziennego.

Inna sytuacja 15 lat temu, jez.Nyskie-koło źródełka jestem z rodziną pod namiotem, przyjeżdża małżeństwo, rozbijają się obok nas, obserwuje ich kątem oka, ona zgaszona, smutna, zahukana, on król lew. Rozłożył dwa stanowiska-4 kije, po kilku minutach kontrola kart wędkarskich i tu niespodzianka, pani smutna ma kartę. Król lew zaczyna nie wybredne teksty do swoje połowicy, robił to bez powodu, moja żona spokojna natura, nie mogła znieść zachowania tego człowieka, nawet dzieci zaczęły się bać jego pokrzykiwań. Trudno myślę, nie lubię tak robić, ale sam mnie facet zmuszasz do tego, poprosiłem lwa na bok, i postawiłem warunek, albo zmieni zachowanie albo ja zmienię wygląd jego twarzy (mam 188cm wzrostu wtedy miałem 110kg wagi, i ciężką robotniczą rękę), lub niech się zwija. Lew stał się potulnym kotem, rano pojechał do Nysy na cały dzień, ja z moją żoną zaczęliśmy rozmowę z jego małżonką, Bożena, bo tak miała na imię, wyjaśniła nam wszystko. Mąż, zaraził ją wędkarstwem, namówił do startu w zawodach, bo sam uwielbiał zawody, i tu zong, jej małżonek nigdy nie stanął na pudle ona wygrała zawody okręgowe drugi raz z rzędu. Zrozumiałem, że to urażona duma i ambicja małżonka, i namówiłem by trochę powędkowała, przecież po to tu jest (zżerała mnie ciekawość, jaka jest dobra w te klocki) miałem bata 7m czeskiego ona węglówkę też 7m, zaczęliśmy zabawę, a właściwie mój totalny łomot.

Bożena łowiła z finezja i intuicją, miedzy czasie przyjechał jej pan i władca, przyglądał się zaciekawianiem. Po laniu, jakie dostałem (moja duma też trochę ucierpiała, przyznaję) od Bożeny, zacząłem pogawędkę z Waldkiem (tak miał na imię) wytłumaczyłem mu niech zostanie jej „trenerem”, niech jeździ z nią na zawody, szkoda takiego talentu marnować, przecież to on ją uczył wędkowania. Przemówiłem mu do rozsądku, okazał się fajnym facetem, tylko po tygodniu przeginał z rolą trenera, (ale tylko trochę) tak to jest z wędkującymi kobietami, to my jesteśmy winni braku kobiet nad wodą.
Pozdrawiam, a w szczególności wszystkie wędkujące Panie- Wiesław Rykalski.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama