Wędkowanie w mojej rodzinie jest dziedziczne. Wędkował dziadek, wędkuje ojciec, wędkarzami byli wujowie ojca, wędkarzem jest mój wuj. Wędkarzem jest mój brat, więc jak widać ta nieuleczalna choroba nie mogła ominąć i mnie.
Nie ubolewam z tego powodu. Przeciwnie, wędkarstwo jest częścią mojego „bycia” tak istotną i potrzebną jak oddychanie, pożywienie lub praca. Oczywiście są rzeczy ważne, pierwszoplanowe i te, którymi tysiącem życie zaskakuje nas co dzień.
Wędkowanie to czas między nimi, czas na odreagowanie, wyciszenie, odzyskanie równowagi, nabranie siły i energii. To również czas na obcowanie z naturą, gdzieniegdzie jeszcze dziką, nieuregulowaną, niewybetonowaną, bez asfaltu i spalin. Wędkarstwo to czas przeżywania emocji w „podchodzeniu” ryby. Czas radości kiedy się skusi na naszą blaszkę lub „wypichconą” przynętę. To także momenty porażki, rozczarowania i żalu po przegranej z nią walce.
Wędkarstwo to również nauka pokory i szacunku dla przeciwnika, który swą przebiegłością lub siłą potrafi nas pozostawić zwyciężonymi na placu boju.
Wędkarstwo dla mnie to również radość z widoku znikającej w głębinie płetwy, kiedy po holu odhaczona delikatnie ryba, powraca do „domu”.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze