Zimowe wędkowanie, wypoczynek na świeżym powietrzu, słoneczko, samo zdrowie. Ale nie zawsze tak było. Teraz łowię w kombinezonie i nie boję się ani mrozów, ani silnych wiatrów. Nie było kiedyś takich wynalazków i nie raz wracało się zmarzniętym na kość. Jakoś tak się składało, że starty w wędkarskich zawodach kojarzą mi się z kiepską pogodą, która miała niewątpliwy wpływ na słabe żerowanie ryb. Myślę że o wynikach często decydował przypadek i łut szczęścia. Wspominajmy dalej… Dzwoni do mnie Mironcio i namawia na start w Podlodowych Mistrzostwach Okręgu w Olsztynie. Mnie i Ryśka. Rozmawiał z prezesem koła i wytypowali naszą trójkę na pierwszy, historyczny start w Mistrzostwach Okręgu. Jak widać wieść o naszych sukcesach w połowach okoni i leszczy spod lodu szybko się rozeszła. Nie mam złudzeń ani wielkich nadziei na sukces. Nie znam wędkarzy, ale wiem, że to ścisła czołówka Polski od lat. Wszak Warmia i Mazury podlodowym wędkarstwem stoi.Pojedziemy po naukę… Poznaję Piotra Stępniaka, Mistrza Polski z V PMP, które rozgrywane były na Jezioraku. Postawny facet, prowadzi sklep wędkarski. Dotychczas czytałem o nim w prasie a tu nawet mogę porozmawiać z mistrzem. Nie jest rozmowny, czeka w skupieniu na losowanie stanowisk. Wylosowaliśmy stanowiska obok siebie. Prostokąt 10x20 metrów chyba. Nawet nie wiem, gdzie wiercić otwory, jaka tu głębokość, jakie mormyszki zastosować. Trudno, będę podglądać mistrza, przyjechałem w końcu po naukę. Zająłem chyba 18-te miejsce, ale nieźle poszło moim kolegom i zajęliśmy sensacyjnie drużynowo III miejsce. W pierwszym starcie ! Wygrał Andrzej Łapiński, który 2 tygodnie później został Mistrzem Polski na J. Pluszne a drużyna z naszego okręgu też wygrała ! Do następnych mistrzostw przygotowujemy się solidniej. Przede wszystkim to musimy mieć więcej ochotki. To najlepsza zanęta. Druga sprawa to wędki. Przygotowuję ich chyba ze 4 z różnymi mormyszkami, by nie zmieniać ich w trakcie zawodów. Znowu to trudne łowisko na J. Krzywym. Płytko i bez roślinności. Wielką sztuką jest zwabić rybki i złowić jak najwięcej wymiarowych płotek i okonków. I jeszcze ta fatalna pogoda. Przechodzi front, jest silny wiatr i spadło ciśnienie. Nawet kibiców niewielu. Pogoda, że żal psa na dwór wygonić… W pierwszej turze w swoim sektorze łowię znowu z Piotrem Stępniakiem, ale jest kilka stanowisk ode mnie. To dobrze, nie będę się rozpraszał. Już wiem jak mam łowić Wiercę otwory tuż przy końcu swego prostokąta. Nawet pół metra głębsza woda może mieć znaczenie. I nie pomyliłem się. Nęcę w trzech przeręblach. Po godzinie podchodzą wreszcie płotki. Łowię kilka wymiarowych, dokładam dwa okonie i jestem drugi w sektorze za Piotrem. Gratulacje od kolegów, im tak dobrze nie poszło. W drugiej turze trafiam na Andrzeja Łapińskiego. Łowi rewelacyjnie i jest poza zasięgiem. Od razu łowi okonia pod 30 cm. Mam dylemat, bo w otworach po poprzednim zawodniku nie ma ryb. Wrzucam w najbardziej skrajny garstkę ochotek i wiercę jeszcze dwa. Zasypuję ochotkami i śniegiem. Nie ma brań w starych przeręblach. Sędzia sektorowy mówi, że nikt nic miarowego jeszcze nie wyjął. Poza Andrzejem oczywiście. Ostatnie pół godziny. Zrobiło się nerwowo. Jestem na zero a byłem na czwartym miejscu po pierwszej turze. Przy zerze teraz koniec marzeń o podium… Decyduję się założyć mormyszkę fluo, malutką kuleczkę. Gram nią w wywierconym, „swoim” przeręblu. Podnoszę kilka centymetrów i zatrzymuję. Kilka cm w górę i zatrzymuję. Potrząsam i…jest ! Ładna płoteczka już na lodzie. Co za ulga. Nie będzie zera… Sędzia podpowiada, że zawodnik z Olsztyna ma dwa miarowe okonki. Był trzeci po I turze i mnie wyprzedzał. Ostatnie 10 min. Spieszę się, biegam między otworami. Żeby tak jeszcze jedną miarową rybkę… Łowię dwa małe okonki, trzeciego i czwartego. Nie mają wymiaru. Szlag mnie trafia. Wracam do przerębla , gdzie złowiłem tę ładną płotkę. Dwa podniesienia mormyszki i kiwok idzie do góry. A więc mała płotka. Mierzę ją, bo nie jest taka mała. Ręce mi się trzęsą, zostały 2 minuty. Ma równo 15 cm. No nie…Płotka się wierci, mnie trzęsą się ręce , nie mogę zmierzyć jej dokładnie. Koniec zawodów. No i mam dylemat. Jeżeli ma 15,1 cm to będę wysoko. Jeżeli nie , to dyskwalifikacja moja i odebranie szans kolegom na wysokie miejsce w drużynie. Myślę o nich, że ich zawiodę, rozczaruję. Tak na mnie liczyli... Sędzia jest już blisko. Nie wiem, co mam zrobić. Czy do przerębla , czy do reklamówki. Wrzucam płotkę do otworu, ale odbija mi się od dłoni i upada na lód. Sędzia stawia wagę a drugi idzie po reklamówkę. Zwraca mi uwagę, że ryby nie mogą leżeć na lodzie i wkłada płotkę do reklamówki. Trudno. Co ma być to będzie… Podpisuję protokół z tury i idę na brzeg. Nie wiem jak połowili koledzy, nic nie słyszę. Nawet jeść mi się nie chce. Nic do mnie nie dociera, serce wali jak pneumatyczny młot... Sędzia sektorowy głośno oznajmia, że jest sensacja. Jakiś z Bartoszyc jest drugi w jego sektorze. Podbiega Mironcio. Krzyczy, że jestem na podium ! Jedziesz na Mistrzostwa Polski !!! Nie wierzę. Po prostu nie wierzę… Sędzia ogłasza wyniki. Wygrał Andrzej Łapiński, drugi jest Piotr Stępniak a ja trzeci. Będę stał na podium obok dwóch indywidualnych i drużynowych Podlodowych Mistrzów Polski. Jestem w szoku…Drugi start w Mistrzostwach Okręgu, jestem na podium i wywalczyłem awans do reprezentacji okręgu na Mistrzostwa Polski w Olecku. W dodatku nasza drużyna zajmuje drugie miejsce. Ktoś z Zarządu Okręgu robi pamiątkową fotkę aparatem kliszowym i w dodatku bez lampy. Jakość jest bardzo słaba, ale to jedno z najważniejszych zdjęć w moim życiu… Jesteśmy wszyscy szczęśliwi, zewsząd odbieramy gratulacje. Pokonaliśmy wiele zespołów i doskonałych zawodników. Za dwa tygodnie wielkie święto dla nas. Trener kadry okręgu mówi, żebym zgłosił swojego trenera. Pojedzie na koszt okręgu. Wybieram Mironcia. Teraz przygotowania do Mistrzostw Polski…
Komentarze