Ostatni weekend lata,sobota,koniec roboty i wracam do domu z nadzieją na jakiś choćby krótki wypadzik a raczej staram się wrócić bo planowy autobus wcięło więc mam pół godzinki czekania na następny. Ktoś powie - no i co z tego ,ale problem jest bo na miejsce docieram po czternastej i właśnie kilka minut temu zamknięto mi \"wędkarski\"a tym samym szanse na zdobycie czerwonych lub bialych.
Normalnie nie stanowiło by to problemu a jedynie małe utrudnienie, zawsze w końcu można ruszyć swoje cztery litery i samemu iść i nakopać ale niestety w tym roku stanowi to poważny problem którym jest wszechobecna susza,wszystkie pewniaki z czerwonymi totalnie wyschły i echo a bez (żywizny)tak jakoś niebardzo. Często to ostatnia deska ratunku na brak brań.(moim zdaniem nie ma bardziej uniwersalnej przynęty)... W domu jestem około piętnastej
Zaczynam od telefonów do znajomych w między czasie wertując szafki co by tu na przynętę i zanętę ewentualnie się nadalo,przegląd nawet pozytywny :czerstwe pieczywo,kuku,makaron no i pęczak za to odzew kompanów niezadawalający,co prawda chętni i propozycji kilka ale dopiero na niedzielę,przy okazji dowiedzialem się że moje trzy ulubione stawy umarły (po przejrzeniu przesłanych fot autentycznie się pobeczalem bo tam stawialem pierwsze kroki a ujrzałem coś co obecnie mieści mniej wody niz moja wanna) Koniec końców wypad przesunięty na niedzielę,jedyna opcja to Chaldex w towarzystwie Juzia i jego \"żelaznego zapasu przynęt ,zanęt no i żywczyków\".
Tym razem postawiliśmy na łowienie stacjonarne czyli po grunciku i żywcu,Juzko profilaktycznie przybyl pierwszy ok 13-tej by zająć miejscówkę a ja dokoptowałem do niego po trzeciej.
By dotrzeć wybrałem opcję od drugiej strony, czyli przez pole kuku które zubożało o kilka kolb za moją sprawą,(zapasik na jesień jest :-)) a i przy okazji uśmiałem się widząc pewną reklamę (fotka)...
Na miejscu okazało się że biorą głównie ??? raki,niezrażony posłałem żywca za trzcinki na pół metrowym gruncie ale mam dylemat z gruntem co zapodać - na początek padło na białe z kuku,kijek w górze gotowy do rzutu a tu żywcówka opuszcza podpórki (takie moje zboczenie że na żywca nie otwieram kabłąka- w końcu na spina też się nie czeka) lecz tym razem był to błąd i naprawdę coś konkretnego wygrało, Wściekly sam na siebie zarzucam grunt a po chwili nowego żywca w miejsce porażki. Mija parę chwil i kolega ma branie i ??? raczek, u mnie cisza... na grunt puszczam miniaturowego żywca z nadzieją na pasiaka,mija pół godzinki.szlag pod kij i obcinka na ok.dwunastym centymetrze przyponu .Wszystko jasne ,szczupły i to nie mały .Chwilę potem kumpel ma delikatne branie na grunt ot takie raczkowe podskubywanie ale zaciął i ma przepiękna krasnopiórkę.
Po tej rybie woda jakby zamarła, do zmroku nikt nie ma brania,czas na odwrót i oczekiwanie na pierwsze dni jesieni a raczej pierwszy jesienny weekend,w tygodniu nie mam szans
Połamania !
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze