Reklama

Moje szwedzkie wędkowanie II

30/07/2009 23:03
Po ukazaniu się mojego artykuły "Moje szwedzkie wędkowanie" rozgorzała natychmiast dyskusja prowadzona w niezbyt oczekiwanym przez mnie kierunku. Intencją napisania tamtego tekstu było przedstawienie mojej relacji z wyprawy do Szwecji. Nic ponad to. Tylko niektórzy z was właściwie to zinterpretowali. Ale w powyższej sytuacji jestem Wam winien nieco wyjaśnień.

Zacznę może od tego , że dokładniej przedstawię się od strony mojego wędkarskiego życia. Wędkuję ponad 35 lat, od dziecka, nie wiem skąd wzięła się u mnie ta pasja . Ani mój ojciec ani dziadek, nigdy nie wędkowali. Wszystkiego uczyłem się sam , na własnych błędach i oczywiście korzystając z lektury. W wieku 8 czy 9 lat wpadła mi w ręce książka " Wędkarstwo Jeziorowe", po przeczytaniu której połknąłem bakcyla. W tamtych czasach nikt nie słyszał nawet o C&R czy NO KILL. To i ja nie wiedziałem .

W książkach i gazetach pisano jedynie jak złowić , a nie co zrobić potem . Długo wędkowałem nieświadomy tego, że można i należy robić to inaczej!!! Pamiętam że normą było zabieranie ryb z łowiska , bez względu na to czy była akurat taka potrzeba. Po prostu tak było. Regulamin zezwalał, akceptacja społeczna również. Poza tym to były takie czasy , wszystko było wspólne , czyli niczyje (brrr). Teraz wstyd się przyznać, że nieraz zdarzało się zabrać ryby bez specjalnego przeznaczenia , tylko dlatego, że je złowiłem to były moje. Tak było , nie ma co ukrywać, powinniście to wiedzieć , bo wymaga tego zwykła uczciwość w stosunku do tych którzy czytają moje artykuły.

Do połowy lat90-tych miałem krótką przerwę z wędkowaniem, aż pod koniec tamtej dekady wyjechałem do Szwecji , właśnie na ryby. To co tam zastałem kazało mi się wreszcie zastanowić, dlaczego tak naprawdę polubiłem to hobby. Nie wiem co mnie tak natchnęło , może tamtejsza przyroda, wody, może wreszcie dostępność ryb, a może wszystko razem. Jednak z pierwszej wyprawy przywiozłem ok 10 kg zamrożonych ryb. Wszyscy brali to i ja wziąłem. Po powrocie zacząłem czytać o nowych trendach w wędkarstwie , o uwalnianiu ryb , o traktowaniu wędkarstwa jako sportu i nie traktowaniu zdobyczy jak rzeczy. W połączeniu z rozterkami gnębiącymi mnie już w Szwecji , zrozumiałem wreszcie istotę tego hobby. Od tej chwili moje spojrzenie na wędkowanie uległo całkowitej transformacji.

Nie nie , to nie znaczy , że przestałem jadać ryby, bo nawet radykalni zwolennicy No Kill powiedzieli by że przesadziłem . Znaczy to natomiast tyle , że zachowuje umiar i ustaliłem sobie pewne własne zasady . Jedną z nich jest górny wymiar zabranej ryby. Jeśli coś robimy powinniśmy wiedzieć dlaczego. Otóż gdy dowiedziałem się, że to właśnie osobniki duże mają najwięcej szans na rozmnożenie silnego genetycznie potomstwa uznałem , że zabieranie dużych ryb szkodzi populacji, przestałem to robić. Przecież nie jestem idiotą , więc pomyślałem, że gdy pozbawię szans na rozród metrowego szczupaka , to w przyszłości będą to okazy coraz rzadziej spotykane, a tego nie chcę. Teraz już bardzo rzadko zabieram jakiekolwiek ryby z łowiska, po prostu nabrałem przekonania, że ważniejsze jest złowić rybę niż się nią najeść , lub nie daj Boże tylko pochwalić.

Część z was pochwali takie zachowanie, ale są tacy co powiedzą lepiej zabrać , niż ma ją wziąć kłusownik. Myślę że zbędne jest tłumaczenia takich zachowań , ponieważ świadomość , choć jak mniemam w większej części tylko teoretyczna , wciąż rośnie i to nie tylko wśród wędkarzy. Mnie do wniosku , iż ryby należy uwalniać, przekonał jeden incydent. Łowiłem kiedyś, właśnie w Szwecji, szczupaki nieopodal zatopionego celowo drzewa w jeziorze. Zatopił je, niestety nieżyjący już, gospodarz u którego niejednokrotnie wynajmowaliśmy kwaterę. Złowiłem przy tym drzewie szczupaka, takiego ponad 3 kg . Miał zraniony lewy bok w dość charakterystyczny sposób. Szkoda mi się go zrobiło , pomyślałem: udało ci się przeżyć spotkanie ze starszym braciszkiem to sobie żyj farciarzu .

Uwolniłem go i zrobiło mi się jakoś tak lżej na duszy. Przed końcem pobytu znowu popłynąłem w to miejsce i jak się domyślacie ponownie złowiłem tego szczupaka. Od tej pory nie byliśmy już znajomymi z widzenia , ale kumplami, a kumpli się przecież nie jada , tak więc siup do wody . Ale żeby było weselej podczas następnej wyprawy nad Asnen , w tym samym miejscu złowiłem go raz jeszcze . Urósł, rany się zabliźniły , ale poznałbym go zawsze , on pewnie mnie nie koniecznie , ale myślę że sobie mnie przypomniał jak go wypuszczałem do wody. W następnym roku nie mogłem jechać , ale pojechali moi koledzy. Co powiecie na to że złowili go znowu? Tak Panowie takie przeżycie może doprowadzić tylko do jednego wniosku. Łatwo jest powiedzieć no kill , ale wtedy nie wszyscy zrozumieją, bo nie dość że to po angielsku , to jeszcze trzeba wiedzieć dlaczego no kill.

Wędkowałem w wielu miejscach na świecie, ale napisałem artykuł właśnie o Szwecji , bo jestem jej wdzięczny za to, że nauczyła mnie innego spojrzenia na„ wędkarstwo, pomogła zrozumieć całą jego ideę. Zaraz wam to wytłumaczę jak to zrobiła. Gdy stoimy na skwerze gdzie jest bardzo czysto, dopiero co wysprzątane, to głupio jest nam rzucić np. niedopałek czy papierek. Gdy jesteśmy na rybach w kraju gdzie widzimy ogromną dbałość o przyrodę , głupio jest nam na oczach tych , którzy tak o nią dbają, ją niszczyć . Szwecja była moim czyśćcem i odwykiem od złych przyzwyczajeń.

Pisaliście że przyczyną takiego stanu rzeczy w Szwecji jest to, iż to duży kraj z małą ilością ludzi i dlatego tam jest tak czysto , tak dbają o przyrodę . Czyli rozumiem, że jest ich za mało, żeby ją zniszczyć? Wtedy proporcjonalnie do ilości mieszkańców, było by mniej papierów w lesie niż u nas , a tam nie ma ich wcale. To znaczy że tam nikt nie mieszka!

Niektórzy z was pisali w komentarzach, że w Polsce bieda, że tradycja, że chłopi zawsze łowili i takie tam. Ale chłopi kiedyś jedli te ryby, a teraz wymieniają je głównie na winko lub bilety Narodowego Banku Polskiego. Chłopi nie jeździli również samochodami, nie surfowali po Internecie. To co , my się mamy zmieniać w pełni tego co niesie nam cywilizacja , a oni wybiórczo , bo tak im pasuje? Powiem Wam panowie jeszcze jedno, bo chyba nie wszyscy rozumiecie do końca zasady no kil. Najważniejsze jest mieć umiar, jak w każdej innej dziedzinie życia. Idea NO KILL mówi o tym, że ryby można zabrać z łowiska , ale sporadycznie i tylko tyle ile sami możemy zagospodarować .

Radykałowie zawsze przegrają. Do takich wniosków trzeba jednak dorosnąć i swoje przeżyć. Ale rozumiem Was zapaleńców , bo przecież i ja byłem kiedyś w waszym wieku i stawiam wszystko co mam ,że zachowywałbym się identycznie jak niektórzy młodzi wędkarze użytkownicy tego portalu. Nawet Wam trochę zazdroszczę. Polecam wam lekturę zasad C&R, bo mam wrażenie że nie wszyscy jednak je czytali . Czy wiecie że według tych zasad są sytuacje kiedy nie należy uwalniać złowionych ryb, albo że gdy już je uwalniamy powinniśmy robić to w specjalny sposób. Ilu z was wie że ryba złowiona z głębokości poniżej 5-6 m praktycznie nie ma szans na przeżycie? Ano pewnie niewielu.

No i najważniejsza sprawa. Gadacie tu , komentujecie, prześcigacie się w pisaniu o zasadach no kill, a pytam się was co robicie , oprócz tego że uwalniacie ryby , zakładając że wszyscy tak piszący faktycznie to robią. Większość niestety nie robi nic. Może nie nagrzeszyliście tak jak ja i nie musicie zwrócić sobie honoru wędkarza tak jak ja, ale przydałoby się jednak robić coś więcej. Nie tylko zresztą w zakresie C&R , ale choćby w ramach waszych kół , działaniu na rzecz zarybiania i pilnowania wody. Ilu z was, tak z ręką na sercu, robi coś w swoim kole? Nie jest przypadkiem tak, że opłacacie składki i macie resztę gdzieś? Ilu z was pomagało w zarybianiu , w sprzątaniu łowiska? Ilu z was podjęło by się pracy w Społecznej Straży Rybackiej ? To też wędkarstwo , tylko jego dojrzalsza odmiana. Obawiam się, że znakomita większość woli przyjść na gotowe. Przyjechać nad wodę i łowić . I to dużo!!!

Mam nadzieję, że po lekturze tego artykułu, wielu z was przemyśli swoje postępowanie i to zarówno w zakresie wędkowania, jak i choćby w zakresie pisania szybkich i często krzywdzących osądów i nie dotyczy to wyłącznie moich artykułów . Dla tych, co chcieli by zacząć coś robić, w walce o lepsze jutro dla wód , mam propozycję. Z inicjatywy mojej i podobnych mi wędkarzy , osób które czują ,że są tym wodom coś winne, powstała propozycja stworzenia nowej polskiej odmiany C&R . Nazwaliśmy ją KLUB „NARKA” czyli „do zobaczenia”. Chodzi nam o to, by ta idea była zrozumiała dla wszystkich młodych wędkarzy , dla dzieci , młodzieży, to znaczy dla przyszłych pokoleń wędkarzy . W przypadku większości starszych kolegów nie bardzo możemy liczyć na zmianę ich mentalności, więc zróbmy chociaż to co możemy , nauczmy młodych od początku rozumieć„ wędkarstwo jako piękne hobby , a nie jako sposób na zdobycie pożywienia. Więcej informacji na stronie htpp:/www.rybawpaski.pl Strona internetowa KLUBU NARKA w przygotowaniu. Pokażemy wam tam, jak czynnie uczestniczyć w tym procesie, którego efektem mogą być wody takie jak w Szwecji. Czego sobie i wam życzę.

Na koniec chciałby jedynie dodać że nikt nie jest doskonały Panowie wędkarze, nikt nie jest kryształowo czysty, ale zawsze jest czas by się zmienić!
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama