W sobotę razem z kuzynem Mateuszem postanowiliśmy spać w namiocie jako, że noc była ciepła a rano wybieraliśmy się na zawody wędkarskie z okazji dnia dziecka. Posiedzieliśmy trochę przy ognisku i poszliśmy spać ok. 23-24. Rano o 6 zadzwonił budzik - poszliśmy szykować śniadanie - zjedliśmy Mateusz położył się na kanapie i powiedział obudź mnie za pół godziny :) ja rozsiadłem się w fotelu i też zasnąłem. Rano obudził mnie tata i mówi że szuka mnie mój kolega - okazało się że jest 7:16 (zbiórka miała być o 7). Szybko zabraliśmy sprzęt i wybraliśmy się na "plażę". Wszyscy uczestnicy byli nad wodą około 7:30. Po dość krótkim czasie łowienia doszedłem do wniosku, że mój sprzęt nie nadaje się do łowienia na tym łowisku więc wybrałem się na chwilę do domu (mam niedaleko) poszukać bata. Znalazłem go po 30 minutach ale okazało się że ma ułamany czubek ;( wróciłem na zawody i łapałem dalej - rezultat to 4 miejsce w kat. kadetów (na 4 możliwe) poszło mi fatalnie - nawet mój kolega - który dość krótko wędkuje był lepszy ode mnie. W kat. juniorów były lepsze wyniki niż u kadetów :D największa waga ryb wynosiła tam 3 kg i do tego jeden z juniorów złapał karpika 0,5 kg ale ten został szybko zważony i wypuszczony bo u nas na jeziorku ciężko o karpia :) Następnym razem będe bardziej przygotowany na zawody...
Komentarze