W tego roczne wakacje podczas urlopu z rodziną nad morzem, przechadzałem się po plaży w kierunku pobliskiego mola na którym zobaczyłem wędkującą osobę. Wszedłem na molo i zacząłem się rozglądać po chwili mnie zamurowało, ten wędkarz łowił na spławik (dotąd wędkarstwo morskie kojarzyło mi się z machaniem wędziskami surfcastingowymi na jak najdalsze odległości).
Podszedłem i zapytałem jakie ryby tutaj biorą, odpowiedział, że leszcze kontynuowałem i zapytałem jakiej wielkości powiedział, że najczęściej od 1,5 do 2 kg. Od razu zachciało mi się lecieć do domku po wędki, lecz wystąpił mały problem nie mam pozwolenia musiałem następnego dnia jechać aż do Kołobrzegu ale opłacało się…Schodząc z mola zobaczyłem że ten wędkarz coś holuje, był to przyzwoity leszcz ok. 1,5kg.
Następnego dnia przed południem wycieczka do Kołobrzegu po pozwolenie , przy okazji kupiłem robaki. Nie mogłem doczekać się popołudnia kiedy to wyruszyłem na ryby. Krótki spacerek i jestem na molo. I teraz dylemat jaki zestaw zamontować, ale z racji tego, że morze słabo falowało załorzyłem wagglera 1.5g, przypon z żyłki 0,16 mm oraz karpiowy haczyk nr 6 a na przynęte dendrobena.
Na pierwsze branie nie musiałem długo czekać. Już po kilku minutach spławik zanurkował, a w podbieraku znalazł się 35 cm leszcz. Rybka odzyskuje wolność, a ja wędkuje dalej lecz przez kolejne dwie godziny złowiłem tylko cztery malutkie flądry.
Przez kolejne kilka dni codziennie zjawiałem się na molo, lecz bez efektów. Zbliżał się koniec urlopu, wybrałem się na ryby zarzuciłem wędkę, minęło ok. 10 minut a ja mam branie zacinam i wyjmuje z wody malutką płoć, wyhaczam i wypuszczam. Łowię dalej chwila nie uwagi a spławika znowu nie ma na powierzchni wody, zacinam i wreszcie mam na wędce dużego leszcza. Ryba majestatycznie pływa tuż pod powierzchnią wody co wzbudziło wielkie zainteresowanie wśród turystów, kilkanaście minut holu (musiałem holować zdobycz przez całe molo)i ryba na brzegu. Fotka zrobiona, chcę już ją odczepić i wypuścić, a tu niespodzianka leszcz ma haczyk już w żołądku Nie dało się go wyjąć więc rybę musiałem niestety zabrać ze sobą. Leszcz mierzył 50cm i ważył ok. 2 kg.
Podczas tych wakacji przekonałem się, że w morzu też można dobrze i zarazem finezyjnie połowic. Pozdrawiam
Komentarze