Reklama

Mozolickie połowy

22/04/2009 19:31

Trzecia rano, dźwięk budzika oznaczający, że czas wstawac na ryby. Za oknem jeszcze mrok. Kilka chwil i już siedze w samochodzie. Wyruszam na trase Radom-Kozienice. Włączam CB radio i pytam dostępnych:
- Mobilki, jak tam ścieżka na Kozienice? - (cisza..) - Świetnie, nikogo nie ma na CB jak miło.
Dojechałem do Mozolic Dużych. Pierwszy raz tu jestem, więc nie mam bladego pojęcia gdzie to łowisko jest. Po pól godzinnym kluczeniu, znalazłem rozjazd a wzdłuż niego jezioro. Wysiadłem z samochodu, rozłożyłem wędki:

1. Teleskopowa 2,70m KONGER
2. Składana spinningowa 2,70 Mistral

Cisza..nic nie drgnie, jedynie dzięcioł w oddali stukał w drzewo. W końcu drgnięcie szczytówki, dźwięk wędki, zacięcie.
- Yeach - okrzyk radości
Po chwilowym holu okazało się że złowiłem 25 cm Sumika. Wielka radość, ale to ryba niewymiarowa, więc wraca z powrotem do wody. Dwu godzinna przerwa..żadnej ryby, żadnego brania. Kompletnie nic. Nagle odzywa się Konger, ponownie dźwięk dzwonka, szybkie zacięcie i już mam kolejną rybę. Ale jaką? Kolejny Sum, niestety ten sam. Ponownie wrócił do jeziora.

Kolejne dwie godziny spędzałem na gapieniu się w spławik. Dopiero po założeniu lżejszego 1g spławika, udało mi się wyciągnąć kilka płotek. Płoć też ryba, szkoda tylko że takie małe. 10 cm rybki nie robią na mnie wrażenia.:/

Wyjeżdżając ze wsi Mozolice zapytałem przydrożnego "tutejszego" o łowisko. Ku mojemu zdumieniu okazało się, że trafiłem do nie tego łowiska. Chciałem pojechać do Mozolic Dużych, a dojechałem do Mozolic małych.

Cały męska wyprawa na ryby zakończyła się powrotem do domu z tzw."gównem". Jednak była satysfakcja że sezon rozpoczęty i były ryby, niestety zbyt małe aby je jeść. Mam nadzieje że jutrzejszy połów będzie lepszy, a jest nim wyprawa nad zalew borki. Nigdy nie byłem i mam nadzieje że będzie ok.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama