Reklama

Na bezrybiu i Rak ryba

24/10/2015 21:20

Ostatnio nie za dużo miałem czasu na wędkowanie, Gdyż pochłonęła mnie budowa wiaty na działce. Tak więc nie bacząc na pogodę i prognozy brań. Mówię sobie, jadę i basta, co będzie to będzie.
Tak więc przyszedł czwartek i jak tylko budzik dał znać że już ta godzina, zwlekłem się z wyrka. Patrzę za okno, sucho, nie pada. No to jedna wiadomość dobra i uśmiech ląduje na mojej twarzy. Wstawiam wodę na kawę, odpalam papierosa i siadam na tron. Taki oto codzienny rytuał. Parzę kawę i wyglądam jeszcze raz za okno. Kur.... mokro, znów bździ, wiązanka poszła. Ale łyk kawy łagodzi obyczaje, tak więc myślę co będzie to będzie, jadę.
Nad wodą jestem 6,30 i zaczyna świtać, więc sprzątam w łódce i wkładam tobołki. Wypływam, totalna flauta tak więc widać wszytko na dnie. A tam raczki zerują, tak więc szczupły nie aktywny, co potwierdza 2,5 godziny biczowania. Nie pomagają żadne triki, zmiana przynęty, sposobu prowadzenia, czy rodzaju miejscówki. Nic, studnia, tylko te raki. Nie wiedziałem że aż tyle tu ich jest.
Mija jeszcze pół godziny, i opłynąłem jeszcze 2 bankówki, nawet kontaktu z rybą nie miałem. Więc nie wiem czy z nudów czy z ciekawości chciałem te raczki podrażnić przynętą, a tu ta zadziora sru na moją gumkę przeprowadza atak i nic innego jak che ją pożreć. Więc nie zastanawiam się podnoszę gagatka do góry a on nie ma zamiaru puścić. Nawet w łódce jak przynęta wypada mu ze szczypiec, zaraz znowu ją chwyta. Jak by umiał mówić to pewnie bym w tej chwili usłyszał: „nie oddam, to moja zdobycz!” itd.
Myślę sobie jeden raczek tak agresywny to może przypadek, ale tuż obok następny gagatek. Tak więc powtarzam zabawę, i wszystko jak wcześniej, i następny ląduje w łódce. Odbieram raczkowi przynętę i wypuszczam czerwonego ze wściekłości na dziada który mu łup zabrał.
Chwila refleksji i wpada pomysł do głowy by zrobić im kilka foto. Więc odpalam aparat i powtarzam zabawę, a przy niej towarzyszy mi śmiech jak Wilowi w swoich wyprawach wędkarskich. Po udanym którymś z kolei holu, pomyślałem sobie że kilaka wrzucę do wiaderka i zobaczę ile ich złowię. Po może 2 minutach miałem ich tam z pięć. W tym czasie puściłem swoją gumkę między dwa osobniki. Te bez zastanowienia jednocześnie ruszyły na swą ofiarę i żaden z nich nie zamierzał odpuścić. W takim bojowym uścisku wyjąłem je i do wiaderka, tam ledwo straciły przynętę, to już w szramki stanęły zresztą bandy. I znów śmiech się rozlega i burzy tą całkowitą ciszę nad wodą.   Chwila refleksji i wszystkie raczki wracają do wody, a te nie widząc że odzyskują wolność dalej się tłuką. Wracając oddaję jeszcze parę rzutów ale dalej kontaktu z rybką ni ma, więc wracam do zabawy z rakami, lecz nawet nie wyciągam ich do łódki tylko w wodzie staram się ich zniechęcić do mojej przynęty. I znów śmiech „ot wariaty w amoku”.
Cumuje łódkę cały rozbawiony tą zabawą, patrzę na zegarek, a tam 11,20. Kurcze miałem dwadzieścia minut temu być u mechanika. Jak szybko miną czas na tej zabawie. Wiec znów tel do reki i dzwonię „Cześć sorki dziś nie wstawię auta...., jak coś to się ugadamy na inny termin”.

Ps. Marek to właśnie te łowisko o którym ci mówiłem przez telefon. Jak przyjedziesz i rybka będzie miała humor, to spróbujemy tej zabawy?

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama