Reklama

Na kłopoty... obrotówka!

13/07/2015 12:52

Kolejna odsłona tej nieco już wygasłej ostatnimi czasy fascynacji miała miejsce w okolicznościach dosyć przypadkowych... 

W pierwszych dniach maja przemierzając wzdłuż i wszerz taflę jednego z moich jeziorek próbowałem kusić cętkowanego drapieżnika. Początek sezonu zobowiązuje! Niestety chyba tylko mnie... Szczupaki kompletnie zawiodły ale to żadna nowość. Po przerzuceniu wszystkiego co przygotowałem na pohybel zębaczom ( a było tego dobrych kilka kilogramów ) i przepłynięciu bodaj wszystkich obiecujących miejscówek byłem bliski rozpaczy... Wspaniałe wizje emocjonujących pojedynków z okazami, które pielęgnowałem w podświadomości przez całą zimę stały się tak odległe i nierealne jakbym marzył co najmniej o locie na Marsa a nie tylko o złowieniu pospolitej bądź co bądź w naszych wodach ryby. 

Reklama

Zawiodły jerki, woblery, gumy a nawet wahadła! Straciłem inicjatywę... W akcie desperacji przeszukując torbę z przynętami natknąłem się na małe pudełeczko z kilkoma obrotówkami i niewiele myśląc wybrałem spośród nich "trójkę" w kolorze "black fury". Owszem, używam czasem obrotówek polując na szczupaki ale są to blaszyska ogromne i dedykowane tej właśnie rybie potrafią dać także pięknego okonia. 

Pierwsze rzuty nie dają rezultatu jednak już w kilku następnych worek się rozwiązuje i zaczyna się hol za holem! Nie są to wprawdzie upragnione szczupaki lecz niewielkie okonie ale frajda niesamowita! Mimo zbyt mocnego sprzętu rybki wspaniale rekompensują mi dotychczasowe bezowocne łowy. Z ciekawości zmieniam błystkę na srebrną w czerwone pasy gdy tylko brania nieco słabną i szaleństwo trwa w najlepsze. Doświadczam deja vu...

Reklama

Przecież to żadne odkrycie! Tak łowiłem okonie kilkanaście lat temu nawet gdy w powszechnym użyciu pojawiły się już silikonowe przynęty. Obrotówki były moją ukochaną przynętą także na klenie i w ogóle stanowiły "trzon uderzeniowy" mojego arsenału. Co się zatem stało? Postęp? Moda? Cóż, sam nie wiem... Po prostu popłynąłem z prądem zafascynowany łownością gumek, woblerów i innych wynalazków, które dziś wypełniają moją torbę i robią wyłącznie za bagaż...  Nie zamierzam dewaluować skuteczności woblerów, jerków czy gum ale popełniając "grzech pychy" ufny w ich nieograniczone możliwości przestałem zwracać uwagę na niepozorne błystki  dzięki którym wyjąłem z wody wiele wspaniałych ryb.

Ten sezon jest dla mnie erą renesansu błystki obrotowej. Niemal na każdym wyjeździe przekonuję się, że dobra wirówka warta jest każdej ceny! Teraz one rządzą i tak pozostanie zapewne do pierwszych chłodów. Faworyzowane przeze mnie gumy nie dają nawet okonka choć wiem, że jesienia pokażą pazur! Obecnie mamy jednak ciepłą porę roku i obrotówka nie ma sobie równych na moich wodach. Przyznaję, że w rzekach sięgam po nie rzadziej bo mają irytującą skłonność do skręcania żyłki zwłaszcza gdy prowadzi się je pod prąd. Nie mniej skutecznością często biją na głowę najłowniejsze woblery! W wodach stojących penetruję nimi wszystkie warstwy wody w zależności od okoliczności. Okoń to zawzięty łowca i nie przepuści silnie drażniącej linię boczną potencjalnej ofiary! Piszę celowo o okoniu bo w tym sezonie szczupaki są w moich łowiskach odporne na wszystko... a JEDYNY jaki mi się trafił wziął właśnie na wirówkę... 

Reklama

Głównymi gatunkami na które teraz poluję są okoń i kleń oraz jaź. Garbusy kochają błystki w kolorach "black fury" ( czarna paletka w żółte kropki), srebrna w czerwone pasy, złota oraz wszelkie wariacje odcieni srebra z brokatem. Klenie zaś oprócz powyższych upodobały sobie także kolor zielony, który sprawdza mi się także w kolorystyce woblerów i smużaków dedykowanych tym rybom. Swojego największego jazia złowiłem właśnie na obrotówkę w kolorze srebra... Czasem dobra będzie też barwa czarna a nawet czerwona - trzeba eksperymentować. W obrotówki wali w zasadzie wszystko co żyje w wielkiej rzece. Nietrudno zatem o zaskakujący przyłów. Można tu stosować modele z przeciążonym korpusem co pozwala rzucić dalej i poprowadzić głębiej w silnym nurcie. Rynek jest gotów sprostać naszym oczekiwaniom...

W tym miejscu muszę jednak przestrzec przed zakupem błystek których pochodzenia nie znamy. To niewyobrażalne jak wiele nic nie wartych bubli zalega na sklepowych półkach! Kiepskie kotwice to najmniejszy z grzechów jakie notorycznie popełniaja producenci tych przynęt. Najczęściej pozornie idealnie wykonane błystki po prostu nie wirują i już! Przerażające jest to, że nawet "markowe" blaszki bywają zwykłym chłamem... Najgorzej jest z najmniejszymi modelami - tu trzeba mieć fart by trafić coś niezawodnego i to wcale nie w segmencie "do 5 zł" ale nawet przy dwukrotności tej ceny! Dlatego jeśli mam już taką "perełkę", której skrzydełko wpada w uwodzicielskie wibracje tuż po zetknięciu z powierzchnią wody to włażę po nią w najgorsze rzeczne zaczepy bo wiem, że warta jest stokroć więcej niż za nią zapłaciłem...

Reklama

Warto wyselekcjonować kilka, kilkanaście ulubionych, sprawdzonych, dobrze pracujących i łownych błystek żeby mieć z nich pociechę nad wodą. Jest to często "droga przez mękę" i spory wydatek ale ten trud się z pewnością opłaci. W mojej kamizelce w tym sezonie nie zabraknie pudełka z błystkami przynajmniej do października kiedy gumki wrócą do łask. Czasem warto wrócić do starych i sprawdzonych rozwiązań bo jak życie pokazuje ich fenomen nie wziął się znikąd. Długo można byłoby pisać o tej świetnej i trochę zapomnianej przynęcie, o sposobach jej prowadzenia w różnych warunkach ( nie tylko jednostajnie), o technikach prezentacji oraz wszelkich aspektach ich zastosowania ale byłby to materiał tak obszerny, że wykraczałby poza ramy tego artykułu. Zainteresowani tematem z pewnością znajdą wiele informacji na ten temat w wędkarskiej prasie czy w sieci. Serdecznie namawiam i zachęcam do tego abyście dali szansę obrotówce bo może odpłacić Wam przepiękną dawką emocji.  Niech się kręci! :-)

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama