Na nieznanych wodach
Rozpoznanie
Pewnie nie będę oryginalny jak powiem, że w ostatnich tygodniach ciężko było wygospodarować czas na ryby. Po kilku wypadach na jezioro bukowo wiedziałem, że jeżeli tylko pogoda dopisze to ponownie ruszę na okonia. Poprzednim razem, na leciutki okoniowy sprzęt uwiesił się całkiem fajny sandacz i powiem szczerze, że jazda była niesamowita. Jednak los okazał się przekorny i pogoda pokrzyżowała moje plany. Co robimy? - zapytałem swojego kumpla Romana. Spojrzał wymownie na mnie i powiedział "Znajdź jakieś nowe łowisko". Myślałem nad j.Trzęsiecko, ale po kilku telefonach odłożyłem ten pomysł na wrzesień. W grę wchodziło jeszcze j.Bobięcińskie wielkie i j.Wielimie. Wielimie jest dość sławnym łowiskiem i wiem, że są tam niesamowite ryby, lecz nasz wybór padł na mniej znane Bobięcino. Już dawno nie łowiłem na tak dużych i głębokich jeziorach, jego powierzchnia to ponad 500 hektarów, a najgłębsze miejsce to około 48 metrów. Dla porównania dodam, że głębokość Bukowa nie przekracza 3 metrów choć powierzchnia wynosi okolo 1700 hetarów. Dodam jeszcze, że moje ulubione j.Rosnowskie ma maksymalnie 9 metrów i tylko 180 hektarów. Czas jednak spróbować czegoś nowego, bo w mojej opinni warto odkrywać nowe łowiska.
Jedziemy
Z jeziorem Bobięcińskim wielkim sąsiaduje Bobięcińskie małe. To tam wypożyczyliśmy łódź i zrobiliśmy niezbędne opłaty. Sprzęt zapakowany, wędki rozłożone, akumulator podpięty, płyniemy! Postanowiłem, że wystartuję ze swoimi nowymi kombinowanymi przynętami. Nie będę ukrywał, że iskrą zapalną która skłoniła mnie do tworzenia tego typu przynęt, była skuteczność "zestawu luxxisa" którym połowiłem w maju. Moje postanowienie Roman skwitował to krótko - "ty próbuj na te swoje cudaki, a ja będę łowił". Jak powiedział tak zrobił. Przy wejściu do najbliżej zatoki, nasze przynęty poszły w wodę, trzy rzuty i usłyszałem to czego nie chciałem usłyszeć - "Siedzi!". Nie jestem złośliwy czy zawistny, po prostu wiedziałem, że do póki nie złowię większej sztuki będę musiał wysłuchiwać jego docinek. Chwilę później to ja trafiłem swojego pierwszego zębacza, niestety mój był trochę mniejszy, ale liczy się jednak szybka odpowiedź. Cios za cios. Oczywiście Roman poszedł po raz kolejny za ciosem i trafił następnego pistoleta z tego samego miejsca i na tą samą przynętę. Przez tego woblera w kształcie szczupaka już nie raz wygrywał nasze prywatne zawody. Ma skubaniec dobrą przynętę i umie ją prowadzić. To trzeba przyznać.
Przewaga Romana powoli i systematycznie się zwiększała, łowiliśmy w zatokach o średniej głębokości 5 metrów. Obiecująca była też górka na środku jeziora, gdzie głębokość spadła z 1,5 metra na 10. Dno twarde, gdzieniegdzie pokryte muszlami. W teorii wymarzona miejscówka, lecz my nie mieliśmy szczęścia. Zero brań, zero ryby na echosondzie, jednym słowem pustynia. Wróciliśmy więc do obławiania płytszych zatoczek. Około godziny czternastej postanowiliśmy zjechać na obiad. Kilka godzin bujania się na fali, dawało powody do zmęczenia, a te pięć sztuk które wyciągnęliśmy wcale nie napawało optymizmem na resztę dnia. Można powiedzieć, że gorący posiłek dodał mi skrzydeł bo od tej pory to ja przejąłem pałeczkę.
Spływaliśmy już w kierunku mariny obławiając zatoki na drugim brzegu jeziora. Wtedy zmieniłem swoje "cudaki" na sprawdzonego cannibala z niebieskim grzbietem na główce 8 gram. W ciągu godziny doprowadziłem do remisu. Jednak bez "ofiar" się nie obyło, bo ostatni mój szczupak obciął ogonek, a rozwieracz wystrzelił w powietrze lądując w wodzie. Nie pytajcie co czułem...Tych kilka niecenzuralnych słów jakie rzuciłem, musiałem jednak ocenzurować na filmie. Tak czy owak, nie mieliśmy już czasu żeby rzucać dalej, więc zaczęliśmy się szykować do powrotu.
Konkluzja
Był to mój pierwszy wyjazd na to jezioro. Jest spore i głębokie, a z pozoru małe i płytkie zatoczki, mogą mieć miejscami nawet 10 metrów głębokości. Być może dla części z was takie łowiska to chleb powszedni, my z Romanem łowimy jednak głównie na płytszych akwenach i Bobięcino wielkie to jednak dla nas wielka niewiadoma. Ciężko mi też powiedzieć, czy nasze połowy są wyjątkowo dobre jak na ten dzień, czy biorąc pod uwagę pogodę, wyjątkowo słabe. Nad j. Bobięcińskie wielkie wrócimy na pewno, ale jest jeszcze tyle innych ciekawych łowisk, że tę wizytę odłożymy na czas bliżej nie określony.
Zapraszam na relację formie wideo
Do zobaczenia nad wodą!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze