Na rybach może zdarzyć się wszystko. Ta historia to potwierdza. To było jakieś 5 lat temu. Przyjechał do mnie kuzyn z drugiego końca Polski i chciał koniecznie wybrać się na ryby. Wybraliśmy się na początek na starorzecze Wisły zaraz koło mnie połowić spławikiem. Kuzyn miał pierwszy raz w ręce wędkę. Łowiliśmy z takiej kamienistej tamy na dosyć płytkiej wodzie, takiej akurat na zabawę z okonkami. Na haczykach standardowo czerwony robak. Kuzynowi jakoś szło pomału się uczył. Po godzinie trzeba było wracać. Kuzyn ściąga zestaw, a tu nagle czuje opór. Po krótkim holu z wody wyskakuje sum taki ok. 70cm i szybko urywa żyłkę. Kuzyn jako że to w zasadzie jego pierwsza ryba, bo okonie jakoś z nim nie współpracowały jest bardzo podekscytowany, ja stoję jak wryty. Sum tutaj???? Po pierwsze łowię na tym starorzeczu od 3 lat, teraz od 8 i suma tu nigdy nie złowiłem, nie licząc przyborów wody, kiedy wpływają z Wisły. Po drugie jeżeli w ogóle to gdzieś na wodach gdzie jest głębiej muliste dno, a nie tutaj gdzie woda ma pewnie z 1 m. A po trzecie to nie na spławik z czerwonym ustawiony na mały grunt i to jeszcze szybko ściągany!!!!! A jednak, na dodatek tydzień później sąsiad złowił w tej okolicy suma 3,5kg z moim złotym haczykiem wbitym w pysku. Oprócz tego suma nigdy nie słyszałem żeby ktoś tam złowił jakiegokolwiek. Tak to jest z tymi rybami, tylko trochę wkurzające że ja tam łowię tyle lat i mi się sum nie trafił a kuzyn pierwszy raz w życiu i jest, ale co zrobisz na rybach wszystko jest możliwe.
Komentarze