Właśnie niedawno temu dotarłem do domu po krótkim wypadzie ze spinem a że to drugi dzień świąt więc podjadam sobie małe co nie co czytając Wasze blogi a zwłaszcza te opisujące przygody z przed wielu lat i nagle zdałem sobie sprawę z tego że być może wykorzystałem "Twistera"zanim w ogóle trafił na nasz rynek.... ...Był to początek lat osiemdziesiątych -dokładnie nie pamiętam w każdym razie byłem wtedy już posiadaczem radzieckiego teleskopu z "niezawodnym"delfinem 4 i jak nieraz diabeł mnie pokusił to zamiast w szkole to wylądowałem na łowisku. Był to stawik ok2ha z pomostami i dość szerokim pasem trzcin. Nastawiłem się na spławik (mój jedyny kolec jeżozwierza),na przynętę oczywiście świeża bułka z tym że ołowik zaraz pod spławikiem a grunt spory tak by zestaw swobodnie opadał i właśnie wtedy jedynie były brania (wzdręgi ,płotki i leszczyki) Bawiąc się tak z białorybem zauważyłem że co chwile z pod pomostu wychylają się całkiem przyzwoite okonie ale co z tego jak nic na drapieżnika nie miałem Patrze na brzeg,kij na bok ,kozik do ręki i poszukiwanie jakiegoś robala no i tu totalna porażka -ani jednego tak sucho czyli po łapkach ale ?... mam kanapkę i jabłuszko do "szkoły"i naszło mnie natchnienie. Kawałek kiełbaski na hak + pasek czerwonej skórki z jabłka przeciągniety wzdłuż pomostu czynił cuda aż dziw ze dopiero dziś skojarzyłem to z Twisterkiem Tu pewnie zwolennicy metody złów i wypuść mnie docenią bo wszystkie rybki odzyskały wolność bo jak tu wrócić ze "szkoły" z rybami z kijami nie było problemu bo miałem skrytkę POŁAMANIA
Komentarze