Nazywając Zalew Koronowski "eldoradem" to znaczne nadużycie. O okazy tam trudno. Wędkarz musi zadowolić się małymi i średnimi drapieżnikami. Dużo, a nawet zbyt dużo jest boleni. Pstrągi, a nawet karasie, o których piszą w przewodnikach i opiniach (chyba sponsorowanych) w praktyce nie występują. Lina nikt rozsądny nie zabiera w obawie, że to ten ostatni. Podobnie jest z sumem. Jedyny godny okaz sprzed kilku lat nie zmienia tej opinii. O węgorzu już zapomniano. Sytuację ratuje leszcz ale głownie z łodzi i po dłuższym zakarmieniu. Na zalewie Koronowskim łowią tylko mieszkańcy okolicznych miejscowości i ludzie do tego przymuszeni z racji zwodowania tam żaglówki czy motorówki lub posiadacze działek letniskowych, czyli ci co muszą. Sytuacja ta prawdopodobnie wykorzystywana jest przez dzierżawcę. Ryby rosną wolniej, niż opłaty za pozwolenie na ich poławianie (210 zł z łodzi). Owo Pozwolenie ma szereg ograniczeń co do metod, miejsc, okresów i pór doby. Jedynie czego nie brakuje to sieci rozstawionych na stałe. Jeżeli spotyka się pozytywne opowieści o tym akwenie to dotyczą okresu zanim zaczął tam gospodarować obecny dzierżawca firma Salar Sp. z o.o. Taką opinię ma większość wędkarzy, których spotykam tam bez mała od dwudziestu lat. Jeżeli koledzy macie inne zdanie to chętnie się z nim zapoznam. Pozdrawiam
Komentarze