Witam wszystkich miłośników "moczenia kija".Chciałbym wam przedztawić wyprawę nad staw w Jemielnicy obok kościoła.Jest dzień 28.06.2009 pogoda słoneczna i bez chmurna.Jedziemy nad staw.20 minut i jesteśmy na miejscu.Składamy wędki 2 na grunt po 3.60 m,białe i kukurydza na hak i do wody.
Mija pół godziny i nic,a obok nas pan na spławik ściąga co 2 minuty płocie po 30 dag.Nie wstrzymałem i zmiana na spławik.4 gram i pomyślałem sobie że dam na haczyk czosnek(ponieważ miałem go z sobą) i do wody.Trochę zanęty też nie zaszkodzi i do wody.20 mini nic.Siedzę załamany i gapię się w spławik i nagle branie(nie mocne)ściągam płoć no i do siatki.No i nic więcej.
Wkońcu przyjerzdża po nas mama i koniec.ALE STAŁ SIĘ CUD zostajemy pół godziny dłużej.Rozrabiam więc resztę zanęty i wrzucam do wody.20 min i branie.Karp 20 dag(ale i to dobre) za 5 min to samo. Czekam z nadzieją na coś większego i drugi CUD.Sciągam no i przy brzegu sie prawie urwał.Okazało się że to leszcz 0,90 kg i do siatki(na obiad).Koniec czasu ale jeszcze wybłagany rzut i katastrofa.Spławik się zerwał : ( (przepraszam za błędy ortograficzne)
Komentarze