Reklama

Nadwarciański spinning wśród przyrody i śmietniska.

31/07/2011 10:29
Byłem wczoraj pospinningowć na Warcie w okolicach Radzewic. Ciekawe miejsca. Warta tam fajnie - jak na tę rzekę w dolnym biegu oczywiście - "meandruje" tworząc dość głębokie rynny i zakola. Sporo jest główek, które przy obecnym stanie wody są doskonale dostępne oraz trochę powalonych drzew. W odległości nie większej nie 100m równolegle do Warty mamy łachę zwaną Święconką, z dużą ilością grążeli na prawie całej długości wzdłuż jednego brzegu. Jeszcze tam nie wędkowałem, ale z tego co widziałem woda jest dość przejrzysta i wydaje się być fajnym miejscem na białoryb. Jeden minus to śmieci po naszych "kolegach" wędkarzach. Opakowań po robakach, puszek po kukurydzy, workach po zanętach, puszek po piwie cała masa:/. Po prostu żal się robi jak się na to wszystko patrzy. Przyznaję szczerze, że jeden pkt RAPRu ZŁAMAŁEM. Dokładnie pkt 6 rozdziału III (cytat: "Wędkarz zobowiązany jest utrzymać w czystości stanowisko wędkarskie w promieniu minimum 5 metrów, bez względu na stan, jaki zastał przed rozpoczęciem połowu"). Jednak gdybym miał się w tym przypadku do RAPRu zastosować to zamiast łowić, cały swój wolny czas przeznaczony na wędkowanie śmieci bym zbierał i wyszła by tego pewnie niejedna ciężarówka. Po prostu za grosz poszanowania dla przyrody. Ciekawe jest to, że te ciężkie wory z zanętami, puchy z kukurydzą i cały inny asortyment nikomu nie ciąży jak jedzie nad wodę. Ale z powrotem jak już się wraca, to co jest opróżnione więc i nieporównywalnie lżejsze tak dociąża wędkarski ekwipunek, że koniecznie trzeba to zostawić nad wodą tworząc przy okazji niezłe wysypisko śmieci. Zresztą nad Wartą jest bardzo podobnie:/.
Wracając do spina to zeszło nam na biczowaniu wody ze 4 godziny - od 17 do około 21. Dzień był raczej nieciekawy. W wodzie totalna cisza. Miałem dosłownie jedno branie na srebrnego Meppsa Aglię Long w rozmiarze 3 zakończone wyholowaniem szczupaczka, z zakola zacienionego zwisającymi gałęziami wierzby. Wyciągnąłem go na kawałek dość płaskiego piaszczystego brzegu gdzie sam się wypiął. Szybkie zdjęcie miary które dało 40cm i błyskawiczny powrót do wody w zasadzie bez najmniejszego uszczerbku. Kolega łowiący na ciężkiego spina nawet żadnego pobicia:/ nie zanotował.
Niebo cały czas zaciągnięte było nisko zawieszonymi chmurami, przez co po godzinie 20 zaczęło już się robić szarawo. Komary cięły niemiłosiernie, a do tego około 21 zaczęło mżyć więc stwierdziliśmy, że czas wracać do domu. Żałuję, że aparatu nie zabrałem bo bym kilka ładnych zdjęć dołączył. Kilka brzydkich też, aby pokazać gdzie część naszej braci ma Regulamin. Ale będę tam jeszcze nie raz więc trochę zdjęć porobię i wrzucę na swój profil.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama