No więc trzeba by zacząć od początku. W zeszłym roku powróciła stara, dziecięca pasja - nastąpiło to tak nieoczekiwanie, że żona która zna mnie od prawie zawsze sama się zdziwiła no ale ... przecież wszystkiego nie może o mnie wiedzieć ;) Okres cieplejszy spędzałem nad wodą poznając "tajniki sztuki" a kiedy nadeszła zima to sie zaczął okres teoretyczny - zrozumiałem wtedy dlaczego ciężko było mi łowić okazy wieksze od 20 cm płoci. Przemyślałem sprawy zarówno bocznego troka jak i samego montażu wszystkich elementów zestawu bo przecież diabeł tkwi w szczegółach a ich stosowanie zgodnie z prawidłami sztuki pozwala na efektywne wykorzystanie wszystkich możliwości jakie posiadamy.
Po zimie mądrzejszy o te wszystkie nabyte wiadomości zabrałem się do praktykowania. Wiedziałem już po co montuje się krętlik i że nie koniecznie potrzebna jest przy nim agrafka ( przecież nauczyłem się wiązania i stosowania węzłów ), testowałem śrucinę sygnalizacyjną, bawiłem się mieszaniem zanęty z różnych składników i powiem Wam że na efekty nie trzeba było wcale długo czekać ;)
Każde wyjcie nad wodę pozwalało na świetną zabawę spławikiem, no ale wszystko ma swoje granice. Kolega Krzysiek dziwił się, że zakładam większy haczyk i oczywiście większe przynęty aby świadomie eliminować brania tych najmniejszych. Ale przechodząc do meritum - kiedyś nagroda musi być. Piątkowy wieczór. Wyjazd nad wodę, przygotowanie zanęty, następnie sprzętu i oczekiwanie na efekty. Spławik co chwila się topi ale w łowisku znajduje się sama drobnica. Niby drobnica ale nie pozwala nam się nudzić.Swoją drogą gdyby to były zadowy to miałbym chyba niezły wynik ... Każdy z nas ( razem z Krzyśkiem moim stałym wędkarskim kompanem ) jedną wędkę zarzucił na grunt a drugą sobie "spławikuje". Po godzinie są pierwsze sygnały które moje ucho uwielbia - niestety wiedzę teoretyczna posiadam ale praktyki się dopiero uczę więc pierwsze dwa brania były nietrafione. Pierwsze dwa tak ale jak każdy wie do trzech razy sztuka, pozyskiwanie wiedzy i cierpliwość w końcu sam sobie wynagrodziłem a pomógł mi w tym 1,5 kg karp któremu najwidoczniej spodobała się przygotowana zanęta i .... no właśnie oby za każdym razem tak się kończyły nasze wyprawy bo wtedy człowiek wraca do domu nie tylko wypoczęty ale również usatysfakcjonowany czego Wam wszystkim życzę
Komentarze