Do napisania tego artykułu natchnął mnie dzisiejszy dzień ,bedzie może trochę nietypowo
jak na mnie, bo w kilku epizodach.
Tu prośba - opiszcie w komentarzach swoje podobne przygody :-) a wszystko co chcialbym opisać sprowadza sie do szeroko rozumianego wędkarskiego pecha i bynajmniej nie chodzi mi o zerwane czy spiete ryby a o całkowita niemozliwosc polowu,wymarzonego,zaplanowanego i okupionego nieraz wieloma wyrzeczeniami wypadu Gdy już wszystko wypalilo czyli sprzęt, kasa transport i czas,, wyrzeczenia i jak to mówią dupa blada a jak do tego dodać wyrzeczenia z innych przyjemności i kilka godzin w d... to już totalna porażka no ale może i to właśnie ma swoj urok...
Przyklad pierwszy -caly tydzień czekam na wypad i w końcu okazja,autobus,przesiadka,tramwaj i ow pojazd nie zatrzymuje się na "moim"przystanku bo podobno w remoncie i niebezpiecznie więc na początek ląduje kilometr dalej a wychodzac z owego wehikulu na niby lepszym przystanku zaliczam glebę (szczeguły na moim blogu)wpis pt.Niedzielny pech co kończy się zlamaniem korbki kolowrotka,jak dodać do tego że po dotarciu na miejsce okazuje się ze staw zamkniety to poprostu pełnia szczescia :-)...
Jak nieraz pisalem Jura to dla mnie raj,tam się najlepiej czuje : boskie widoki,skałki,ruiny,lasy no i super łowisko -tam poprostu nie można się nudzićc nawet w czasie niepogody.
Zawsze planuję tam wypad maj czerwiec na dwa trzy dni ale jak zwykle szlag trafia plany i jak jest sierpień to i tak sukces:-)
Pewnego roku udało się dopiero w październiku,w glowie dwa dni raju mimo że piździ jak cholera no ale Jura to jura czyli dla mnie bajka,poza tym szyszek od groma i jest czym palić w blaszanej budzie.
Na miejsce docieram o zmroku i pierwsze kroki kieruje przez las do wsi by wykupic miejscówkę,wziąłem na dwa dni.
Wracając już prawie po ciemku zauważyłem kilku ludzi i samochody nad zalewm-myśle widocznie musi brać czyli jest nie źle,szybki ogień kolacja i nyny przy radyjku,rano pobudka śniadanko,kawa ugotowana na szyszuniach i w droge na przełaj przez las.
Jestem na miejsu,kije do wody i banan na gębie niestety tylko przez pięć minut po których zostaje otoczony,wylegitymowany i poinformowany że zbiornik jest zamknięty bo wczoraj był zarybiony,pytam to z jakiej racji wczoraj sprzedano mi zezwolenie i odpowiedź że to nie ich sprawa ...wracam nazad tym razem przez wieś z przystankiem przy sklepiku gdzie "Tubylcy"od świtu degustują trunki,kupiłem sobie piwko i już miałem odejść gdy zagadany przez miejscowych i poczęstowany miejscowymi wynalazkami zostałem.Dotarłem do bazy po zmroku - ot ci taki "szczęśliwy"wypad na jurę,w nocy zimno jak w kostnicy bo po ciemku na szyszki nieda rady-pierwszykontakt z temp.powyżej 10 stopni mialem rano w pks-ie :-)
CDN.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze