Reklama

Nauka czy marketing

21/02/2009 10:21
Nauka czy marketing
Wizytowałem kilkakrotnie ujęcie wody do obiegu chłodzącego dla elektrowni Jaworzno III na rzece Biała Przemsza w miejscowości Jęzor woj. Śląskie. Rzeka Biała Przemsza na tym odcinku aż do połączenia się z rzeką czarną Przemszą uważana była za rzekę martwą bez jakiegokolwiek życia. Dowcipni mówili, że przy moście na tej rzece należy postawić dystrybutor i wodę tą sprzedawać jako „borygo” ponieważ nie zamarzała ona nawet przy dwudziesto stopniowym mrozie.

Podczas jednej z kontroli zauważyłem wędkarza, który nieopodal ujęcia wody trzymał wędkę w ręce. Zapytałem go co Pan tu robi a on odpowiedział – nie widzi Pan, że ryby łowię. Powiedziałem mu aby sprawdził czy mu woda żyłki i haczyka nie rozpuściła. Na to on odpowiedział - spokojna głowa wie Pan jakie tu są ryby? Chyba Pan żartuje? Nie! Nie żartuję podejdź pan tu to pokażę. W dużej metalowej siatce zaczęły się trzepać gdy ją wyjął z wody Dwa duże klenie i kilka okazałych płoci. Stanąłem jak wryty. Zapytałem go też czy on je te ryby odpowiedział, że wpuszcza je do swojego przydomowego stawku, gdzie ma źródlaną wodę a po tygodniu czy dwóch są wyśmienite nie czuć ich żadnymi fenolami.

Podczas zimy stulecia zamarzło jednak ujęcie wody i groziło to odstawieniem elektrowni, na pomoc elektrowni przyszło wojsko i wysadzało na ujęciu wody do elektrowni przy pomocy ładunków wybuchowych przez kilka dni lód. Podczas tego wysadzania na lód wylatywały olbrzymie płaty lub prawie całe olbrzymie szczupaki i płocie oraz klenie, budząc powszechne zdziwienie; jak w takiej wodzie mogą żyć takie ryby. Tu mamy przykład „pangi”, która żyje w jednej z najbrudniejszych rzek świata a u nas kupowana jest nagminnie w supermarketach i uważana jest za bardzo smaczną. Ryby szybko się adoptują do warunków w jakich się znalazły. Dzisiaj Odra, Wisła, Warta, które w górnych swych biegach były kiedyś jak wymarłe, dzisiaj znowu zaczynają żyć.

Żebyśmy mieli ryby w naszych polskich rzekach nie trzeba żadnych cudów. I – sza zasada nie szkodzić wystarczy stworzyć tylko warunki, a nasz rybostan bardzo szybko odbuduje się sam, w sposób naturalny tym bardziej, że dzisiaj mamy wody znacznie czystsze niż jeszcze kilkanaście lat temu. To nie znaczy wcale, że wody już są czyste. Nasze rzeki , są fizycznie czystsze ale chemicznie jeszcze daleko im do wód klasowych. Rybom trzeba stworzyć tylko warunki a będzie ich w naszych rzekach mnóstwo i nie trzeba będzie wołać” Złów i wypuść”.
Polecam kolegom przeczytanie z nr 3/09 „Wędkarskiego świata” artykułów: „ Nauka czy marketing” autora Romana Pietrzaka, oraz „Naturalne tarło łososiowatych” autorem jest Artur Furdyn . Autorzy poruszyli bardzo ważne problemy, których rozwiązanie jest pierwszym milowym krokiem do poprawy naszego rybostanu. Niepokojące jest to, że naukowcy sprzedają się jak panienki stojące często przy trasach o dużych natężeniach ruchu komuś, kto wykorzystuje ich do uprawiania marketingu w niebezpiecznej dla naszego rybostanu sprawie. Niebezpieczne jest to, że wypowiadając się jako autorytety naukowe działają na szkodę Polskiej przyrody, systemów ekologicznych i populacji naszych ryb, wprowadzając do naszych wód ryby nie występujące w naszych rzekach w warunkach naturalnych. Robią to na zlecenie i w interesie ludzi szukających rynków zbytu dla swojej produkcji .

Władze PZW skłonne są ulec ich teoriom służącym ich spektakularnym interesów, a przede wszystkim interesom zleceniodawców. Interes państwowy i degradację środowiska naturalnego widać mają w głębokim poważaniu dopuszczając się „wykroczeń przeciwko naturze” dla osiągnięcia własnych korzyści. Zasmucił mnie fakt, że według PSR problem kłusownictwa maleje. Jest to zatrważająca nieprawda. Zawsze gdy stopa życiowa się obniżała kłusownictwo wzrastało. Ludzie mieszkający przy lasach żyli z lasu a ludzie mieszkający nad rzeką żyli z rzeki. Taka jest prawda. Żadne przepisy nie działają gdzie chodzi i ratowanie życia i zdrowia ludzi. Problem jednak nie w tym, bo tak było od zawsze, a ryby były. Trochę wiem z autopsji jak to wygląda z tym kłusownictwem!

Na rzece Mała Panew w Czarnowąsach zrobiono jaz na ujęciu wody do Elektrowni Opole. Niestety o przepławce jak zwykle zapomniano. Przecież nikt dla głupich ryb nie będzie robił jakichś tam wygód, bo to podnosi koszty inwestycyjne, a RZGW ma to widocznie również w głębokim poważaniu. Ktoś jednak wydał zezwolenie na taką eksploatację, ktoś to nadzorował, ktoś wreszcie wydał decyzję o przyjęciu do eksploatacji. W kwietniu i maju potężne ławice ryb z Odry podpływają do tego jazu, który jest kresem ich wędrówki na tarło i zwykle życia. Pod ten Jaz podchodzą całe rzesze kłusowników z siatkami, podbierakami, szarpakami specjalnie zrobionymi do tego celu. Jeszcze inni stoją na brzegu ze sprzętem uzbrojonym w kilka kotwic i systematycznie biczują miejsca gdzie widoczny jest cień skupiska ryb.

Wyciągają po kilka sztuk naraz nikt się nie martwi tym, że niektóre przyszły po raz pierwszy na tarło albo czy posiadają wymiar ochronny. Jeszcze inni stoją na betonach z reklamówkami i zbierają te, które próbowały przeskoczyć jaz, i spadły na suchą półkę jazu. Widząc to pracownik elektrowni powiadomił policję. Przyjmujący meldunek funkcjonariusz wypytał zgłaszającego o dane do drugiego pokolenia wstecz, łącznie uwagą „ wy tam z elektrowni też kłusujecie”. Nikt z organów kontrolnych na miejscu „rzezi” się nie pojawił się. Zaczęło się prawie piekło dla tego pracownika. Co przeszedł ten pracownik, który podał swoje dane policji, to pozostawiam tym, którzy mieli do czynienia z organami ścigania. Przełożonego tego pracownika pytano: czy ten pracownik nie ma co robić, że ma czas stać i patrzeć na to, co robią kłusownicy? . Przełożony został pouczony aby przyjrzeć się pracy tego pracownika i Taka jest gorzka prawda. A Organy ścigania muszą wykazać się skutecznością działania więc nie powiedzą, że dzięki ich działaniom kłusownictwo wzrosło.)))) Prześladowani są nie kłusownicy tylko Ci co donoszą na nich. Taka jest nasza rzeczywistość i nie dziwię się, że autor artykułu pokazał zdjęcie z opaską na oczach.
Czego jak czego ale przepisów i kontroli nam nie brakuje, tego akurat mamy pod dostatkiem. To jednak nie stanowi ochrony naszych naturalnych ekosystemów wodnych. Wręcz przeciwnie; im więcej organów kontrolnych i przepisów tym mniej ryb! Polak jak to mówią „niektórzy” musi zawsze postawić na swoim, bo to specyficzny naród. Prawda jest inna, przy głupich przepisach nie można mądrze postępować, a nasze niestety takie są. Nie będę teraz wchodził w szczegóły ale jak już wielokrotnie pisałem. Z uporem maniaka będę pytał nasze władze po co nam rejestr połowów wędkarskich.

Do tej pory go nie było i wszystko było dobrze. Teraz po przyjściu nad wodę należy natychmiast wpisać datę i numer łowiska. Niewypisanie daty i numeru łowiska, to wykroczenie traktowane na równi z kłusownictwem. Jakie to wykroczenie? Tego nikt nie umie określić! Twierdzenie, że taki jest wymóg przypomina mi taki dowcip: Komendant po przybyciu strażaków na miejsce do palącego się gospodarstwa krzyczy: - w dwuszeregu zbiórka!, a kiedy strażacy ustawili się w dwuszeregu - krzyknął: Malinowski i Kowalski wystąp przed szereg!. A kiedy Malinowski i Kowalski wystąpili przed szereg Komendant - krzyknął: Słuchajcie no wy dwaj! Choć by się miała spalić cała wieś, to strażak na zbiórce musi być ogolony!!! Wszyscy w tył rozejść się. Co znaczy mieć mądre przepisy.

Skoro przychodzimy nad wodę wypełniamy rejestr i wszystkie złowione ryby wypuszczamy, to w rejestrze pozostaje data i miejsce naszego pobytu w danym dniu i miejscu. Aż boję się pytać jaki to organ interesuje się nami.
Janta
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama