Reklama

Nie amur lecz karp

14/09/2008 14:03

Piątek, minął wreszcie tydzień pracy, czas pomysleć o wyjeżdżie na ryby. Postanawiam nastawić sie na amury. Zaczynam przygotowania. Na przynętę szykuję (wszystko to, co lubią amury), trochę sałaty, kukurydzę z puszki o zapachu truskawki, trochę brukselki oraz podbieram żonie z piwnicy trzy kompoty z wiśni i śliwek. Zanętą oczywiście będzie to, co na haczyku, czyli kukurydza, wiśnie i śliwki.

Jest sobota, godz. 4.00 rano wyjeżdżam do Kiełczynka nad jezioro. Jadę niestety sam, żona się wymówiła złym samopoczuciem, a syn pilnym spotkaniem z kolegą (a może z koleżanką?). Na miejscu rozwijam sprzęt, łowię na spławik i koszyczek, wrzucam co prędzej zanętę ( amury powinno się necić kilka dni z rzędu,dlatego łudzę się że to nadrobię ), aby przyciągnąć jak najszybciej ryby. Na jeden haczyk wędruje wiśnia, na drugi brukselka i …czekam. Czekam tak i czekam.

Wiadomo, że amur jest rybą strasznie płochliwą, dlatego siedzę, tak w ciszy jak polująca czapla, siedzę i nic. W końcu dochodzę do wniosku, że amur na tym łowisku na pewno jest przyzwyczajony do kukurydzy i nawet najlepszy smakołyk, ale którego nigdy na oczy nie widział, go nie skusi. Zakładam na haczyki kukurydzę i po może 20 min. zaczęło się..!? Krąpik, leszczyk i tak na zmianę. A ile brań nie udało mi się zaciąć, to nawet nie policzę ( drobnica).

Jest może ok. godz 11.00, nastepne branie jak ich wiele, spławik lekko zatopiony, jest prowadzony w prawo, myślę - nastepny krąpik, z niechcenia zacinam, no i nastepuje potężny odjazd w kierunku zarośli. Zaczęła się walka, wiadomo adrenalina 200%. Żyłkę mam bardzo delikatną jak na tą rybę, po którą tu przyjechałem ( żyłka główna o zgrozo 16-stka, przypon, 14-stka, haczyk 10). Dlatego daję sobie czas, tym bardziej, że ryba okazuje się bardzo silna. Nastepują cyklicznie odjazdy, ale ja jestem cierpliwy. Po ok. 30 min., rybę mam przy brzegu i co się okazuje - to nie amur, tylko ładny karp.

Ryba waży 5,50 kg. Jestem oczywiście szczęśliwy. Wiem, że dla ludzi którzy wędkują na łowiskach specjalnych, karpiowych, gdzie wyciąga się karpie po kilkanaście kilogramów ten karp jest mały, lecz na moich wodach, to jest coś!



Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama