Może powiecie że jestem nienormalny ale wkońcu się udało ,od trzech dni mnie telepie i pierwszy raz od niewiem ilu lat nie było mnie w robocie i latam po lekarzach (kazdy ma inną teorię) efekt taki że nadal czuje się fatalnie i jedne co mi zostaje to spanie i ewentualne spisanie testasmentu :-)
W czwartkowy wieczór telefon od Hindusa z pytaniem co robisz - zdycham odparlem przebudzony i co normalne wkurzony ,chyba słychać po glosie -chwila ciszy..i stało sie coś co postawiło mnie na równe nogi a mianowicie zaproszenie na wspólny wypad nad Wisłę w piątek w południe ,piszę sie na to odparłem ale szczegóły rano...O.K.
Wisła Wisełko tyś podobno królową, rzek to tam zaliczyłem życiówki :karp, lin,leszcz -nie mogę tego odpuścić "
Medykamenty ,czosnek,cytryna i spać - byle do jutra .Rano Robert Hindusem zwany potwierdził wypad i po dwunastej moj sprzęcior ląduje w "wypasionejchoć wiekowej furze".
Na miejscu jesteśmy około trzynastej (okolice Zabrzegu) , prąd wody średni , woda w miarę czysta a i temperaturka do zniesienia czyli już mi sie morda śmieje i czuje się zdecydowanie lepiej niż kilka godzin przedtem.
Zacząłem od spina i średniej wirówki po zajęciu miejsca za zwalonym drzewem,niestety przez pół godziny młucenia wody tylko jeden chybiony atak czegoś co po zamieszaniu w wodzie kazało przypuszczać że ów osobnik był zacnego wzrostu-niestety chybił ,postanowiłem zastosować woblerek pływający własnej produkcji ,ten co dał mi szczupłego na przemszy z pierwszego rzutu.
Posyłałem go pod przeciwległy brzeg i pozwalałem spokojnym dryfem spływać w dół po czym bardzo powoli ściągałem - pracował idealnie,w między czasie minęło mnie kilku wędkarzy i kilku powiedziało to samo _ od miesiąca posucha,czyli te jedno wyjście ryby było i tak sukcesem pomyślałem
Niestety kolejny rzut okazł się o metr za daleko i po wobku została mi jedynie fotka :-)
Zacząłem kombinować z kulką coś ala przepływanka z czerwonym tą samą techniką czyli w dół aż do granicy widoczności a potem przytrzymanie i od nowa _ zaliczyłem trzy branka ale niestety puste.
Przemyślałem i wiem gdzie tkwił błąd a właściwie trzy ,niestety zaczęło się ściemniać i czas na powrót a to równie ciekawe bo prawie godzinna rozmowa z kolęgą w podróży też jest wartością samą w sobie.
Teraz pisząc to sącze gorącą cherbatke z cytrynką i nadal myśle jak "usprawnić ten zestaw" i oświecenie - prawa fizyki głupcze czyli błąd nr4...
Podsumowując wypad to dobrze mi zrobił mimo rybiej posuchy i jak wydobrzeje to może jeszcze raz w tym roku tam zawitam.
Połamania !
P.S. Jakby ktoś znał te okolice to byłbym wdzięczny za jakie kolwiek podpowiedzi co do tego łowiska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze