Reklama

Nie łatwo przechytrzyć Królową :-)

11/11/2016 20:49

  Może powiecie że jestem nienormalny ale wkońcu się udało ,od trzech dni  mnie telepie i pierwszy raz od niewiem ilu lat nie było mnie w robocie i latam po lekarzach (kazdy ma inną teorię) efekt taki że nadal czuje się fatalnie i jedne co mi zostaje to spanie i ewentualne spisanie testasmentu :-)
 W czwartkowy wieczór telefon od Hindusa z pytaniem co robisz - zdycham odparlem przebudzony i co normalne wkurzony ,chyba słychać po glosie  -chwila ciszy..i stało sie coś co postawiło mnie na równe nogi a mianowicie zaproszenie na wspólny wypad nad Wisłę w piątek w południe ,piszę sie na to odparłem ale szczegóły rano...O.K.
 Wisła Wisełko tyś podobno królową, rzek to tam zaliczyłem życiówki :karp, lin,leszcz -nie mogę tego odpuścić "
 Medykamenty ,czosnek,cytryna i spać - byle do jutra .Rano Robert Hindusem zwany potwierdził wypad i po dwunastej moj sprzęcior ląduje w "wypasionejchoć wiekowej furze".
Na miejscu jesteśmy około trzynastej (okolice Zabrzegu) , prąd wody średni , woda w miarę czysta a i temperaturka do zniesienia czyli już mi sie morda śmieje i czuje się zdecydowanie lepiej niż kilka godzin przedtem.
 Zacząłem od spina i średniej wirówki po zajęciu miejsca za zwalonym drzewem,niestety przez pół godziny młucenia wody tylko jeden chybiony atak czegoś co po zamieszaniu w wodzie kazało przypuszczać że ów osobnik był zacnego wzrostu-niestety chybił ,postanowiłem zastosować woblerek pływający własnej produkcji ,ten co dał mi szczupłego na przemszy z pierwszego rzutu.
 Posyłałem go pod przeciwległy brzeg i pozwalałem spokojnym dryfem spływać w dół po czym bardzo powoli ściągałem - pracował idealnie,w między czasie minęło mnie kilku wędkarzy i kilku powiedziało to samo _ od miesiąca posucha,czyli te jedno wyjście ryby było i tak sukcesem pomyślałem
 Niestety kolejny rzut okazł się o metr za daleko i po wobku została mi jedynie fotka :-)
 Zacząłem kombinować z kulką coś ala przepływanka z czerwonym tą samą techniką czyli w dół aż do granicy widoczności a potem przytrzymanie i od nowa _ zaliczyłem trzy branka ale niestety puste.
 Przemyślałem i wiem gdzie tkwił błąd a właściwie trzy ,niestety zaczęło się ściemniać i czas na powrót a to równie ciekawe bo prawie godzinna rozmowa z kolęgą w podróży też jest wartością samą w sobie.
Teraz pisząc to sącze gorącą cherbatke z cytrynką i nadal myśle jak "usprawnić ten zestaw" i oświecenie - prawa fizyki głupcze czyli błąd nr4...
Podsumowując wypad to dobrze mi zrobił mimo rybiej posuchy i jak wydobrzeje to może jeszcze raz w tym roku tam zawitam.
Połamania !
P.S. Jakby ktoś znał te okolice to byłbym wdzięczny za jakie kolwiek podpowiedzi co do tego łowiska

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama