Piszę ten tekst, gdyż poziom chamstwa i złośliwości w stosunku do wędkarzy parających się połowem karpi, zwanych dalej karpiarzami, osiągnął na forum apogeum. Nie ma chyba jednego wątku dotyczącego „karpiarstwa” w szerokim aspekcie tego słowa, w którym jest prowadzona merytoryczna rozmowa w temacie zaproponowanym przez autora tegoż wątka, gdzie nie ma uszczypliwych, co ja pisze!!! chamskich uwag, przytyków pod adresem grupy wędkarzy łowiących karpie. Nie wiem co wam zawinili ów „karpiarze”, ale apeluję o trochę umiaru i tolerancji. Oczywiście ze strony „karpiarzy” padają niewybredne odpowiedzi lecz są to właśnie odpowiedzi na zaczepki czy też ewidentne chamskie teksty padające pod ich adresem niejednokrotnie odnoszące się do konkretnej osoby. Poprzez takie wypowiedzi wiele postów jest usuwanych, a co gorsza całe wątki są blokowane, wątki z których niejeden mógłby się czegoś dowiedzieć, nauczyć, a inny przekazać swoją wiedzę, praktykę. Myślę, że traci na tym cała portalowa społeczność . Zdaję sobie sprawę, że karp nie jest rodzimym gatunkiem i czyni pewne szkody w środowisku naturalnym, ale sandacz też został sprowadzony do Polski i dobrze się tutaj zadomowił.
Karp - historia sprowadzenia:
"Początki rybactwa i hodowli karpia w Zatorze sięgają do czasów panowania Bolesława Krzywoustego , który przekazał Ziemie Zatorską swemu synowi Władysławowi a następnie rządy objął syn Mieszko, który w 1291 roku pozwolił zbudować trzy młyny na rzece Skawie, w Bachowicach - pozwolił na odnowienie zamulonego wylewem Wisły jeziora i rozpoczęcie w nim gospodarki rybackiej. Tak zasiane zostało pierwsze ziarno rybactwa w Zatorze. Kolejny etap rozwoju rybactwa w ówczesnym księstwie zatorskim to rok 1493 kiedy to książę Janusz IV pozwala mieszczanom zatorskim na wykopanie dwóch sadzawek i napełnienie wodą, którą sprowadza sam z rzeki Wieprzówki, ponadto utworzone zostają też pierwsze dwa " odrostaliszcza" do pielęgnowania narybku odpowiedniki obecnych przesadek narybkowych. Ziemia ta staje się więc zalążkiem rybactwa a główny element - woda przyczyną już wówczas istniejących zatargów o prawa wodne. Klasycznym przykładem jest zatarg w 1511 kiedy to Jerzy Ziemia oddaje w zastaw sadzawki w swych dobrach Laskowa Janowi Trzecieskiemu co potwierdza książę Janusz IV. Z czasem powstają niesnaski pomiędzy Januszem IV a kasztelanem Myszkowskim o wodę na staw w Laskowej, którą Myszkowski za zgodą Janusza IV nabył od dziedziców Laskowej. Książe Janusz jednak pomimo wyraźnego polecenia króla wodę zatrzymuje. Do spotkania Księcia z kasztelanem Myszkowskim dochodzi przypadkowo w czasie objazdu posiadłości, z czego wynika gwałtowna sprzeczka i pojedynek zakończony śmiercią Księcia. Wraz z śmiercią księcia Janusza IV księstwo zatorskie przechodzi do Polski. Odtąd królowie polscy otoczyli te krainę troskliwa pieczą by wreszcie w roku 1564 na walnym Sejmie koronnym wcielić księstwo do korony polskiej."
Wiele innych gatunków też czyni pewne szkody w środowisku i w pogłowiu innych gatunków, co nie oznacza, że należy je tępić. Zarybianie powinno być przeprowadzone z głową, po prostu nie można do każdej wody karpia wpuszczać, a za błędy zarybieniowe nie można wyżywać się na „karpiarzach”. Z moich obserwacji „karpiarz” to człowiek zaprzyjaźniony z naturą, to obserwator otaczającego go środowiska(poprzez to, że metoda połowu karpi daje dużo wolnego czasu). Poprzez zrozumienie przyrody wie, że należy o nią dbać i ją szanować. Nie widziałem nigdy syfu po obozowisku „ karpiarzy”, każdy ma worek na odpadki a niejednokrotnie siedzą na kilkunasto dniowych zasiadkach. Proszę wyobrazić sobie stanowisko kogoś kto po sobie nie sprząta. Po jednodniowym wędkowaniu jest syf a co by było gdyby siedział nad wodą kilka dni – aż strach pomyśleć!!! Każdy „karpiarz” stosuje zasadę C&R (tak wiem tylko po to żeby za chwilę targać go za mordę znowu ale cięższego o 2kg ;)). Dba o złowioną rybę stosując maty i dezynfekując ewentualne ranki powstałe podczas holu czy po haczyku – kto z was tak się zachowuje??? Ja sam do niedawna nie traktowałem ryb z należytym szacunkiem. Wysypywałem je z siatki robiłem fotkę i do wody. Choć ich nie zabierałem do konsumpcji to na pewno mogłem zrobić to w inny sposób. Teraz dzięki „karpiarstwu” nauczyłem się pewnych rzeczy i zmieniłem swoje podejście do wędkarstwa. Wytykanie palcem faceta, który taszczy „cały bagażnik” sprzętu niejednokrotnie używając wózka transportowego, czy też wyśmiewanie „tych wszystkich elektronicznych dupereli” i mówienie: „patrz elyta”, tudzież wyliczanie ile kasy na to wydał(miał to wydał z twoich nie płacił) nie jest na miejscu. Niejednokrotnie gościłem w swoim namiocie wędkarza, który zmókł, zmarzł podczas niespodziewanej burzy. Wielokrotnie częstowałem ich gorącą herbatą z „prądem” czy też chlebem w płynie. Ja sam od niedawna bawię się w to całe „karpiarstwo”, tak podoba mi się ten sposób wędkowania ale czy mam dlatego wyśmiewać i szydzić z innych?! NIE, NIE i jeszcze raz NIE. Sam zacząłem od spławika jak młody 7-mio letni szczyl. Były zawody łowienie tyczką. Później spinning i feeder, inne metody gruntowe, wreszcie powrót do tyczki a w lipcu „sumowe polowania”, teraz próbuje łowić karpie. Oczywiście innych metod nie zaniechałem tylko trochę ograniczyłem na rzecz ”karpiarstwa” ale wszystko to zawsze WĘDKARSTWO!!!
Reasumując proszę o więcej tolerancji, jeśli nas dany temat nie interesuje to nie wypowiadajmy się w nim, a przynajmniej nie w tak kontrowersyjny sposób. Szanujmy innych wędkarzy, wszak to koledzy po kiju, a nigdy nie wiadomo co się nam na rybach przydarzy. Toczmy wojnę z kłusownictwem, niszczeniem środowiska naturalnego, zaśmiecaniem brzegów, durnymi przepisami, ale siebie nawzajem szanujmy, choć mamy inne zdanie i łowimy innymi metodami to wszyscy jesteśmy WĘDKARZAMI. Z wędkarskim pozdrowieniem Maras.
Komentarze