Reklama

Nie z tej ziemi

17/09/2014 08:45

Opowiadanie dedykuję pani Sylwii Frączkowskiej, tak jak ja miłośniczce lektury fantazy, która przekonała mnie abym to opowiadanie opublikował.
Opisywane zdarzenie miało miejsce w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Gdy słuchałem tej opowieści targały mną mieszane uczucia. Gdyby przekazał to ktoś inny pewnie obśmiałbym się tylko w duchu i po wszystkim. Jednak sprowokowałem do wspomnień policjanta, mojego przyjaciela Romana, który do wesołków i fantastów decydowanie nie należał! Chcecie poznać tę historię? Wierzyć nie wierzyć, posłuchać Romana można…
„Przez dwa pierwsze dni Nowego Roku, (chyba 1993) próbowaliśmy przechytrzyć jakiegoś „łosia” lub „trotkę” na Słupi w okolicach Bydlina. Niestety, kolejny raz wracaliśmy na tarczy. Dwa króciaki-trociaki, dwie „zejściówki” i to wszystko na trzech chłopa. No cóż, trochę szkoda zabawy sylwestrowej w gronie przyjaciół, ale nikt nie mówił, że będzie łatwo. To łowy dla twardzieli. Chociaż jedna fajna ryba bardzo poprawiłaby nam humor, a tak smuteczek! Wracaliśmy zmęczeni w kiepskim nastroju. Ja prowadziłem, obok mnie siedział Bogdan, jako pilot, a Krzysiek spał na tylnym siedzeniu wtulony w wilgotną kurtkę. Wszyscy „normalni” ludzie pewnie odpoczywali jeszcze po noworocznych szaleństwach, bo droga była pusta. Ciemno i mokro. Dookoła lasy. Chociaż to początek stycznia było ciepło. Tylko gdzieniegdzie na poboczu leżały płaty brudnego śniegu. Mżyło. Ot, taka jesienna zima. 

Spojrzałem na zegarek, dochodziła 18,40. Byliśmy gdzieś pomiędzy Białym Borem, a Człuchowem. Bogdan podał mi zapalonego papierosa, żeby odgonić zmęczenie. Analizowaliśmy wydarzenia z wędkowania i snuliśmy plany na najbliższą przyszłość. Takie gadanie, żeby czas szybciej mijał. Nagle, gdzieś daleko przed nami ze środka lasu po prawej stronie drogi „kątem oka” zarejestrowałem odbijające się o drzewa mocne światło. Szybko skrystalizowało się w postaci dwóch reflektorów jakiegoś dużego auta, które nieuchronnie zbliżało się do naszej głównej drogi. Kiedy odległość zmniejszyła się zaledwie do kilkudziesięciu metrów z lasu wytoczył się wolno prawie nam pod koła… autobus. Nie zatrzymał się nawet na chwilę na drodze podporządkowanej. To był stary Jelcz, zwany baleronem wiele lat temu wycofany z ruchu. Cały autobus był oświetlony, a wewnątrz trwała zabawa… sylwestrowa! Zdziwienie?! Przecież dzisiaj 3 stycznia! Widzimy bawiących się ludzi. Śmieszne czapeczki, szampan, serpentyny i inne gadżety. Tylko kabina kierowcy jest ciemna, ba, wprost czarna. Ta obserwacja trwa ledwie moment, bo muszę ratować się ucieczką na pobocze, aby w pirata drogowego nie uderzyć. Zatrzymujemy się kilkadziesiąt metrów dalej na poboczy roztrzęsieni, przerażeni i strasznie wściekli na nieznanego kierowcę! Okropnie klniemy na kierowcę. Jeszcze przez chwilę widzimy reflektory autobusu buszujące niedaleko w lesie, po czym gwałtownie one znikają. Jakby ktoś zgasił światło! 

Reklama

Postanawiamy dokładnie określić miejsce zdarzenia i złożyć raport na komendzie policji w Człuchowie. Niech tego gnoja za kierownicą przykładnie ukarzą, bo pewnie był pijany. Wiatr tłucze gałęziami i zaczęło mocniej padać. Zrobiło się bardzo zimno. Cofamy się spory kawałek szukając jakiegoś drogowskazu i drogi, z której wyjechał autobus. Na próżno! TAM NIE BYŁO ŻADNEJ DROGI. Po obu stronach NASZEJ trasy był tylko głęboki na jakieś półtora metra rów! Nawet żadnej pieprzonej bocznej ścieżynki. Ku…!. Robi się nam cokolwiek nieprzyjemnie. Szybko wracamy do samochodu! Na trzaśnięcie drzwiami obudził się Krzysztof. Przespał całe zdarzenie.
-, Czemu stoimy, stało się coś?- pyta.
- Nic! – odpowiadamy jednocześnie jak na komendę.
- To po cholerę stoimy!– sarka.
Choć Krzysiek rozbudził się i nawija coś o rybach my jedziemy w milczeniu myśląc o tym, co się wydarzyło. Jeden z nas mógłby mieć omamy, ale przecież widzieliśmy to obaj!!! No cóż, są jak widać rzeczy na świecie, o których nie śniło się filozofom…
Ty wiesz, kończy Roman, że ja ilekroć tam przejeżdżam, to ciągle, jako realista i sceptyk szukam tej cholernej drogi!!!...”
PS., Jeśli w Waszym życiu zdarzyło się coś dziwnego, proszę o kontakt na mojego maila. Jego adres w Wiadomościach Wędkarskich w dziale Liga Polonusów. Oczywiście pełna dyskrecja korespondencji!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama