Pod koniec września pojechałem z tatem i wujkiem nad rzekę Nysę Kłodzką w okolicach Paczkowa. Na polnych drogach było wtedy bardzo mokro i ciężko było dojechać nad łowisko samochodem. Udało nam się dojechać nad bardzo ciekawe miejsce. Na początku wujek wziął spinning i rzucił kilka razy, lecz nie miał brania. Dalej już nie dało się jechać więc nie było wyjścia. Musieliśmy łowić w tym miejscu. Wujek wziął żywca i rzucił pod zatopione drzewo. Nagle krzyk: "Mam, dawajcie podbierak". Po krótkiej walce okazało się że na karasia połakomił się boleń (55 cm). W końcu rozłożyłem wędkę spinningową i poszedłem łowić. Wujkowi na żywca brały cały czas szczupaki (nieduże do 30 cm). No i stało się złowiłem pierwszego szczupaka w życiu :D Może nie był szczególnie duży (30cm), ale i tak cieszył. Tato przygotował zanętę i sprzęt do przepływanki (bat 8m, amortyzator 1,8mm, i "Dysk" 3gram), i zaczął łowić. Na początku woda płynęła dosyć wolno. Tato złapał dwa ładne jazie. Po jakichś 15 minutach zacząłem łowić na przepływankę brania były co chwilę. Srednia długość łowionych jazi wynosiła 40 cm. Nagle wujek znowu ma branie na żywcu. Tym razem był to duży szczupak. Miał około 80cm. Po kilku minutach złowił jeszcze jednego o podobnej wielkości, a potem drapieżniki przestały brać. Wszyscy więc łowili na spławik. Jak już wspomniałem brania były co chwilę, jednak ciężko było zaciąć. Zaciąłem jedno branie i czuję duży opór na wędce. Po około 5 minutowej walce nad lustro wody wychodzi ogromny leszcz, lecz naglę się zrywa. Strasznie się zdenerwowałem i zmieniłem haczyk. Na oko ryba mierzyła ponad 60 cm. No ale trudno takie rzeczy w wędkarstwie się zdarzają :) Ja łowiłem 10 m niżej od miejsca nęcenia i miałem najwięcej brań. Co chwilę ciągnąłem jazia. Około godziny 14:00 woda zaczęła płynąć szybciej, obniżył się stan wody i przestały brać ryby, więc trzeba było się zbierać do domu. Połów zaliczam jako jeden z najlepszych w życiu :D Bardzo mi się podobało i myślę że w nowym sezonie więcej razy będę gościł nad tą miejscówką :D Dołączam zdjęcia łowiska.
Komentarze