Reklama

Nocna zasiadka, przemiłe komary i nadzieja na wielką rybę

25/11/2011 00:05
Przygoda ta zaczęła się już przed wyjazdem na rybki.Wiadomo ze zasiadka nocna wiąże się z tym że zazwyczaj doświadczamy ataku komarów,tym bardziej że jest to letnia pora.
Więc było tak.Przygotowania na ten wypad trwały 2 dni ,razem z kolegą szykowaliśmy sprzęt, oczywiście w grę wchodziło sprawdzanie prognoz pogody i stanu wody.Wszystko układało się po naszej myśli,czyli i pogoda i stan wody było ok. wskazywało na to że wyprawa będzie udana.
Za łowisko wybraliśmy oczywiście Wisłę w miejscowości OSTRÓWEK w rejonie Połańca.
W dniu wyjazdu nad wodę i spakowaniu całego sprzętu,nic nie wskazywało na to że czegoś zapomnieliśmy!
Wyjazd nastąpił jeszcze za dnia aby ustawić się wygodnie i zająć odpowiednie miejsce nad wodą.
Po przyjeździe nad wodę i zaparkowaniu w wygodnym miejscu przy wale przeciwpowodziowym ,przeszliśmy nad wodę z całym majdanem, spacerek około kilometra w temperaturze 28*C nic dziwnego że było nam gorąco , okazało się że ulubiona miejscówka jest zajęta przez innych amatorów wędkarstwa,trochę się zmartwiliśmy,bo to miejsce było wspaniałe.Ale cóż ustawiliśmy się obok,z nadzieją że przed nocą zwolnią miejsce i tak się stało,oczywiście natychmiast weszliśmy na to miejsce.Ponownie rozstawiliśmy nasz obóz.Zarzuciliśmy zestawy z nadzieją że złowimy coś większego, bo drobnica nas nie interesowała.Za przynęty służyły nam rosówki, podroby z kurczaka i martwe uklejki,które kolega wcześniej upolował.
Zbliżała się 20:00 więc przychodziła pora aby przygotować się do nocki i tu szok...! nie zabraliśmy ze sobą nic na komary!!!Nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego co nas czekało kilka godzin później, a już teraz zaczęły dokuczać. Tego wieczoru było parno i bezwietrznie, ulubiona pogoda dla latających krwiopijców.No cóż, mimo gorąca i dużej wilgotności ubraliśmy na siebie co się dało, aby komary nas nie kąsały.Robiło się nieciekawie!Cała przyjemność z wędkowania skupiała się wówczas na walce z insektami!!!!Mimo tego staraliśmy się nie zwracać uwagi na ten proceder.Zapaliliśmy lampę naftową i świeczki, aby komary leciały w stronę światła.Chwilę był spokój,lecz w miarę zapadania zmroku komarów przybywało.Około godziny23:00 mieliśmy na kącie kilka sumików.Fajnie sobie rozmawialiśmy przez ten czas.Aż do chwili kiedy to po północy na mojej wędce nastąpiło dziwne branie?Dzwonek umiejscowiony na szczytówce zadzwonił Wędkę wciągało coś pomału do wody! No co tu robić ,serce łomocze ze strachu i przypływu adrenaliny ,czyżby okazała ryba zainteresowała się przynętą jaką była martwa ukleja?Wołam kolegę który był obok i sobie drzemał zakapturzony chroniąc się przed komarami!
Z początku nie wiedział o co chodzi.Poprosiłem go aby poświecił mi latarką na wodę abym widział co się dzieje?i gdzie jest żyłka? ,aby sprawdzić czy potencjalna ryba nie popłynęła w pobliskie zawady!
Żyłka ma szczęście była daleko od krzaków i to mnie uspokoiło,ale wciąż to coś wyciągało mi żyłkę z kołowrotka!
Po ok.10 minutach to coś stanęło.I cisza chwila na refleksję,a tu nagle woda w pobliżu zabulgotała ,mało co nie narobiłem w gacie ze strachu.Okazało się że jakieś bliżej nieokreślone zwierzę, wskoczyło z brzegu do wody i przeprawiało się na drugą stronę Wisły.Po chwili emocje opadły.Ale wciąż mam coś na haku.
Co tu robić?Długo się nie zastanawiałem bo komary mi ręce zaatakowały!Zacząłem siłowy hol i o dziwo bez większego oporu,nie to co wcześniej.Serducho znów wali bo ściągam coś w moją stronę i nie wiem co to jest czyżby ryba poddała się?.W oddali nad wodą ukazują się dziwne rzeczy jakby ryba wynurzała się i chowała?Dziwne to było ,tym bardziej że już opór na wędce już nie bł taki jak kilka minut wcześniej.No i nareszcie po przyholowaniu do brzegu wiadomo co to było!Cała zabawa była wspaniała,a tu rozczarowanie złowiłem podrywkę razem z kijem!W pierwszej chwili byłem zły na całe to zajście ale jak to dotarło do mnie i po chwili razem z kolegą śmialiśmy się z tego aż do powrotu do domu.I tak nocka nam ciekawie minęła.
Ale zanim opuściliśmy łowisko,to komary jeszcze nas pożegnały,kiedy wracaliśmy do auta przez wysokie trawy, widocznie przeszkodziliśmy im w rytuałach,i pogoniły nas tak ,że spakowanie wszystkiego do auta zajęło nam kilka chwil.Oczywiście kilkanaście osobników podczas pakowania dostało się do auta i jechało w aucie razem z nami co przypominało nam przygodę z nimi nad wodą.
Do tej pory jak widujemy się z kolegą, to wspominamy ten ciekawy wyjazd na ryby i mamy uśmiech na twarzach.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama