Nocne wędkowanie na torfowiskach przy wiosce Ewopole. Przejeżdżając podczas wakacji do dziadków do Ewopola, zawsze czekałem na sobotę i niedzielę. Wiadomo dzień „święty”, żadnej pracy w polu nie będzie, więc można będzie zaliczyć nockę na torfowiskach. Przygotowania trwały cały tydzień. W związku z tym, że byłem przyjezdnym wcześniej szukałem rówieśników, którzy wybierali się na nocną wyprawę. Najważniejsze było zgromadzenie zapasu świeczek, jakiś słoik, trochę jedzenia, butelka picia, najczęściej mleka, kilka pajd wiejskiego chleba. Oczywiście nie można zapomnieć o zapasie czerwonych robaków i popołudniem ruszaliśmy najczęściej na piechotę na torfowiska. Miejscowym rejon był oczywiście dobrze znany, więc nie było problemu z dotarciem na łowiska. Po drodze trzeba było zadbać o spanie. Najlepszym rozwiązaniem był snopek żyta lub siano z pobliskiej łąki. Po dotarciu na upatrzone miejsca następowało przygotowanie wędek, miejsc do drzemki, czasami jak były gałęzie robiło się prowizoryczny szałas. Przed wieczorem do wędek mocowało się mosiężne dzwoneczki (sygnalizatory brań) i przygotowywało oświetlenie poprzez włożenie świeczki do słoika. Jeżeli ktoś dysponował latarką mógł łapać na spławik. Nieodłącznym elementem tych wypraw były zawsze pieczone ziemniaki jako danie główne. Oprócz gałęzi do palenia ogniska wykorzystywało się także suszony torf. Najczęstszą zdobyczą były sumiki karłowate, linki i karasie. Niezapomniane wrażenia, niezapomniane zapachy, niezapomniane miejsca. Ranek najczęściej witał nas mgiełką, która szybko znikała po wzejściu słońca. Wędkowanie poranne nie trwało długo i na dziewiątą trzeba było być w domu, gdyż o dziesiątej zaczynała się msza, a dziadek nigdy nie odpuścił. Torfowiska położone były na północ od wioski za kanałem. http://mapa.nocowanie.pl/ewopole/zdjecia_satelitarne/
Komentarze