Moja piąta wyprawa nocna, w której towarzyszyła mi żona. Dla niej to jest druga noc na wodzie. Może by polubiła nocne połowy, gdyby niedokuczliwe komary. Towarzyszy mi, dlatego, bo boi się puszczać mnie samego. Zaczęliśmy, od godz. 15.00. dzień był słoneczny, a na wodzie była dosyć duża fala, co utrudniało żonie w zarzucaniu wędki. Ciśnienie spadało. Kolega spływał z wody po pięciu godzinach i narzekał na brak efektów.
Postanowiliśmy zostać na kładce do godzi 21.30. W tym czasie z trudem złowiliśmy kilka sztuk żywca. O godz.21.00 opuściliśmy kładkę. Po załadowaniu sprzętu do łódki popłynęliśmy na miejsce łowienia. Wędki uzbrojone w świetliki żywca zastały zarzucone do wody. Było ciepło i duszno. Wiatr uspokoił się, komary jeszcze nie atakowały. Gdy zauważyłem pełnie księżyca byłem z tego niezadowolony, bo wszystkie sukcesy w nocy to brak księżyca na niebie. W tę noc księżyc świecił mocno, było widno, a kolor był pomarańczowy. Żywiec ciągle plątał mi żyłki, nie mogłem sobie z tym dać rady. Gdy się zrobiło ciemniej zaczęły atakować komary. Środek na komary, który mieliśmy ze sobą w ogóle nie pomagał.
Żona przykrywała się wszystkim, co pod ręką miała. Postanowiłem zrobić kilka zdjęć żonie jak chowa się przed komarami. Gdybym miał lepszy aparat, to zdjęcia były by o wiele lepsze. Jest jedno zdjęcie, na którym właśnie z fotografował się moim zdaniem komar atakujący mnie. Te wszystkie plamki białe na zdjęciach to komary. Po przybliżeniu tego zdjęcia widać wyraźnie zarysy komara. Na zdjęciu widać żonę przykrytą, a po lewej stronie atakującego komara. Gdyby nie komary można by było posiedzieć dłużej. Skończyliśmy o godz. 1.00. Komary wygrały! Mam jeszcze tydzień urlopu, może uda się zorganizować jedną nocną wyprawę.
Komentarze