Reklama

Nowe - stare miejscówki wędkarskie

26/03/2013 14:02

Po zimowych ingerencjach „naprawiaczy” rzek postanowiłem wybrać się na nowe odcinki starej rzeczki. Pomyślałem, że może w górnym odcinku mojej ulubionej rzeczki „coś” się pojawiło. To „coś” miało być oczywiście Pstrągiem potokowym, ponieważ oczyszczono środkowy odcinek łowiska to pewnie (tak przypuszczałem) w górze jest szansa na kontakty z rybami. Zarybiana corocznie przez lata, może ma swój potencjał rybny w górnym odcinku? W końcu ryby migrują i jak ich nie odłowiono przy czyszczeniu koryta, to, kto wie, może? Tak też 1marca, gdy jeszcze nie było takich mrozów, a śnieg zszedł z pól i łąk wybrałem się samotnie spenetrować powyższy odcinek rzeczki. Po przyjeździe stwierdziłem, że zarówno stan wody, jak i jej klar są b. dobre. Nic tylko zbroić spinning i rozpocząć łowienie. W okularach Polaroid wyglądało to jeszcze lepiej – dno widziałem w 100%, a woda była niemal przezroczysta, co o tej porze roku nie jest regułą. Dość powiedzieć, że humor jaszcze bardziej mi dopisywał, gdyż dostęp do brzegu jest doskonały. Wszechobecne nadbrzeżne trzciny, przez które zazwyczaj trzeba się ostrożnie przedzierać (chyba) zostały skoszone i…wszystko mi sprzyja – pomyślałem. Po prostu komfort łowienia! Pierwsze rzuty – nic! Po godzinnym marszu w górę i obrzucaniu wszystkich możliwych miejsc – nic! Ale wiadomo, że to dopiero początek i żaden szanujący się Pstrągarz nie zrezygnuje tak łatwo. Tak minęła druga i trzecia godzina obławiania. Niestety nadal nic! No chyba, że zaciekawione Sarny i Kruki moją osobą są jakąś rekompensatą „trudów” wyprawy. Niestety entuzjazm mój powoli przygasał i nawet lecące w górze dzikie Gęsi, które oznajmiały swoim krzykiem rychłe nadejście wiosny nie poprawiały mi nastroju. Powoli dojrzewała we mnie myśl; zimą wyczyszczono rzeczkę ze wszystkiego, co żyje. Bo żeby nie było żadnego śladu życia? Przecież były czasy, że tam łowiłem, jak nie Pstrąga to Okonia. Woda kryształ, życia zero! Nie jest to normalna sytuacja. Poszedłem jeszcze ok. godziny w górę, ale mój wewnętrzny spokój zgasł, jak zapałka na wietrze! Pora wracać. I tak wracając rozmyślałem, spoglądając jeszcze z uwagą w piękny warkocz wody układający się za pniem drzewa – tu powinien stać Pstrąg! Powinien, ale nie stoi!
Powrót do domu okazał się cięższy niż bym jechał podczas śnieżycy nocą w nieznanym terenie. A pogoda na podróż była wyśmienita – słońce, ciepło i sucho. Myśli kłębiły się wokół tak pięknej rzeczki, niegdyś pstrągowej, dziś pustej chyba za sprawą meliorantów. No cóż wrócę tam niebawem, bo wiem, że warto choćby na sentyment do niej. Czy będzie tak łowna jak kiedyś? Może kiedyś, jak ją nadal będziemy zarybiać, a „naprawiacze” dadzą jej spokój przez wiele lat życie powróci.
Dziś po prawie miesiącu od tamtej wyprawy, pisząc te słowa zastanawiam się czy po świętach wielkanocnych jej nie odwiedzić? Może „coś”?

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama