Witam! Drodzy koledzy jak wiecie wędkarstwo jest pełne niewiadomych i okryte tajemnicą. Wielu jest także bajkopisarzy, których fantazja jest nieograniczona. Mowa tu o znajomych którzy np. tydzień temu nałapali kilkadziesiąt pięknych garbusów (w istocie kilka 15 cm okonków) i w najbliższym stawie mieli na kiju Troc wędrowną. Takie piękne mamy hobby.
Jednak kiedy coraz częściej przebywamy nad wodą pełną niespodzianek nie widzimy takich efektów, a przecież may takie same kije, kołowrotki, przynęt więcej no i nad wodą jesteśmy częstrzymi bywalcami. Piszę to bo często za tą otoczką tajemnicy wyłania się prawda. Bolesna i odrzucana przez nas. Ryb niestety jest coraz mniej, a ja już nie potrafię słuchac, że to pogoda, to woda, to słońce, to wiatr, to flaut, to po prostu nie chce im się jeśc. To wbrew ich biologii! Czytam porady co i jak, ale nikt nie pisze że trzeba byc upartym jak osioł by coś wyciągną z tej pustyni. Mam na myśli szczupaki (nie szczupaczki do 60cm) i Sandacze (jak wcześniej).
Dokładna znajomoś łowiska w którym występuje interesujący nas gatunek to klucz do sukcesu, bo ryby wyciąga się z dołków pjedyńczych karczy, powalonych drzew. Nie wszędzie je znajdziemy. Ale jet to koniecznością by złapac tą jedyną.
A teraz prosty opis jak złapac sandacza - dwie gumy (perła, zielony fluo) - pojedyńcze podbicie 3 sekundowy opad i powtórka - no i bum! proste bo łowienie ryb to nie konstruowanie statku kosmicznego :)
Komentarze