O Wilczej Woli na nutę wieszcza czyli: Jak ryba nas nie rozpieszcza.
Wypełnionym po brzegi mobilem Janusza Team Alburnus kielecki na wyprawę rusza. Nie sam, ale tym razem w sile aż dwóch składów Na maraton wędkarski PZW Rozwadów. W drugim wozie za nami odwiecznym zwyczajem Robert, Spławik i Kamil nazwany Mintajem, Więc przycinków przez CB nawzajem bez liku Żartów o Panu Wydrze, Mintaju, Spławiku. Ale wszystko bez złości, choć ze swadą – wiele Takich fraszek słyszeli dobrzy przyjaciele. (…) Zdradzieckim GPS-em na manowce gnany Janusz w końcu dojechał do tabliczki „Stany” Na widok której jęknął przerażony deko Trzeba wracać panowie – to już za daleko. Lecz przynajmniej ma zapis klubowy almanach 2012 – wycieczka po Stanach. Reszta drogi na szczęście przebiegła już z górki I bez trudu trafiliśmy na miejsce zbiórki, Gdzie w szampańskich humorach od samego ranka Krzątała się największa wędkarska śmietanka. A kogóż tam nie było – z Roztocza drużyny, Z Lubelskiego Janowa, (ale bez dziewczyny, Która dotąd znosiła swych kompanów psoty. Przy okazji ukłony dla pani Doroty). I Sandomierz, Tarnobrzeg, i z Radymna składy. Wszystkich chyba wymienić tu nie dałbym rady. No i Szymek z drużyną ze Stalowej Woli, Po spotkaniu z którymi zwykle głowa boli, Ale niska to cena względem przyjemności, Jaką daje spotkanie takich zacnych gości. Zaczynamy losować stanowisk numery. A drużyn wszystkich było czterdzieści i cztery. Choć po prawdzie, tak na złość epopei biednej - to czterdzieści i cztery, tylko że… bez jednej. Losowanie nerwowe – każdy dalby wiele, Aby trafić z ekipą na rybną parcelę. I w końcu poznaliśmy numery rozpusty: Dwójka – dwadzieścia siedem, my – trzydziesty szósty. (…) Zaczęło się wspaniale – nim rytuał święty Odprawiliśmy, czyli warzenie zanęty Każdy miał już po rybie i w przednim humorze Myśleliśmy naiwni – lepiej być nie może. Wyciągaliśmy ryby w zawodniczy transie, Ale wszystko stanęło. Równo po kwadransie… Po godzinie bez brania Michał już się kręcił. Aż w końcu nie wytrzymał. Aż wziął i zanęcił! Zawodników było nie tak mało wcale, Ale żaden nie śmiał nęcić przy Michale. Ten procę w dłoń ująwszy w zalew wycelował I z mistrzowskim zacięciem wodę bombardował. Pierwej w toń poleciały, wielkości cytryny Kule dżoka zlepione mieszankami gliny I ziem zacnych wędkarskich, z przepisu Artura, Który ponoć najlepiej wie do czego która. Potem kule ciut większe o tajemnym składzie, Co się je dla trzymania ryb w łowisku kładzie Doprawione dodatkiem najcelniejszym w skutki - jednym włosem wyrwanym z Januszkowej bródki. I tu muszę zamieścić wędkarski narodzie Prośbę, żeby nie skubać Janusza po brodzie, Bo ta bródka szczęśliwa niestety zaczyna się powoli przerzedzać, jako i czupryna. Gdy Michaś skończył koncert, wszystkim się zdawało, że teraz to się zacznie. Lecz... nic się nie działo. Po nęceniu do wędzisk siedliśmy w euforii Ale ryby niestety nie znały teorii. Mówiąc prościej, to wiedzę praktyczno – książkową Chyba miały pod płetwą – płetwą odbytową. I tak z chwili na chwilę wędkarskie zapały Stygły, bo ryby jadać nawet nie myślały. I mijały godziny bez żadnego brania, Aż zaczęły się wreszcie pierwsze narzekania. Że zanęta nie taka, że złe stanowisko, Że ten, który losował… ( W tym temacie wszystko, Bo pierwszy raz po latach ja sam losowałem, by sprawdzić, czy pech minął. I się dowiedziałem.) Próbowaliśmy lekko, ciężko i z wieszaka, I z daleka, i z bliska, na ryż, na robaka, Kukurydzę, kanapki i bóg wie co jeszcze, Ale w d… nas miały i jazie i leszcze, Krąpie, płocie, karasie i karp z zarybienia Więc o dobrym wyniku zostały marzenia. Nie znał Świat magicznego wędkarskiego tricku, Który dałby tu efekt dobrego wyniku. Kiedy już do pomysłów dobrnęliśmy granic kiedy się okazało, że to wszystko na nic jęliśmy się pocieszać napitkiem ziołowym, (darem sercu Janusza miłej białogłowy), Jakich w dworach szlacheckich nawet nie pijano I wpadliśmy na pomysł, że na pewno rano Coś się ruszy i wtedy nadrobimy straty Jak onegdaj bywało zaprzeszłymi laty. Lecz niestety prawdziwą stała się nauka: (dwa razy się udało) – do trzech razy sztuka. I tak właśnie poległa nasza dzielna trupa. Miał być triumf wiekopomny – była blada d... Do dziesiątej w milczeniu udało się dożyć, Kiedy waga nadeszła, by nas upokorzyć. Rezolutny pan sędzia – poczciwe chłopisko Spytał widząc nasz połów: - i co, to już wszystko? Nie mogąc się nadziwić, jakimż to sposobem Trzech chłopa – dziesięć rybek przez calutką dobę… Lecz właściwe zdziwienie zaliczył dopiero U sąsiadów po prawej, którzy mieli zero.
Słowem podsumowania – wędkarstwo sport męski - uodparnia, jak śpiewał Kaczmarek na klęski. Ale nikt nie odbierze nam przyjaciół licznych, Rozmów, śmiechów, toastów, spotkań sympatycznych I nadziei, że za rok – w piątym maratonie Może puchar zwycięzcy trafi w nasze dłonie. Na tym kończę mój opis zmagań nad zalewem rymem wskroś częstochowskim, z kieleckim zaśpiewem.
Wyniki IV Maratonu Wędkarskiego Wilcza Wola 2012:
Drużynowo: 1. Tarnobrzeg Team 2. Roztocze I Zamość 3. Koło nr 1
17. Alburnus Team Kielce 1 24. Alburnus Team Kielce 2
Indywidualnie: 1. Sylwester Bijas – Roztocze I – 17810 2. Michał Maciąg – Tarnobrzeg Team – 14570 3. Zbigniew Chojnacki – ZWD Rudnik – 10950
23. Wiktor Kwieczko – Alburnus Team Kielce 2 – 3570 43. Artur Mikołajczyk – Alburnus Team Kielce 1 – 2365 54. Janusz Świat – Alburnus Team Kielce 1 – 1415 72. Michał Sońta – Alburnus Team Kielce 1 – 560 81. Kamil Graba – Alburnus Team Kielce 2 – 315 Ponadto łowić usiłował Robert Pokrzepa.
Pełne wyniki na stronie organizatora : http://www.pzw.rozwadow.pl/
Komentarze