Będąc na rekonesansie pstrągowym na pobliskim odcinku rzeki Warty zauważyłem masowe zjawisko podgryzania drzew przez bobry. Ten skądinąd miły futrzak rozprzestrzenia się w moich okolicach w zastraszającym tempie. Obecnie jest to gatunek chroniony, pozytywnie wpływający na renaturalizację krajobrazu; może w odludnych terenach, ale dlaczego tak blisko miasta ? Widziałem różne drzewa "spuszczone" przez te gryzonie, przeważnie olchy i wierzby o średnicy pnia od paru do kilkudziesięciu centymetrów, ale przypadek dużego dębu zadecydował, że piszę o tym zjawisku. Drzewo ma w granicach 2 metrów obwodu, więc przyjmując szacunkowo przyrost 1 cm obwodu rocznie, żyje już około 200 lat - bobry poradziły sobie z nim błyskawicznie. Odpadki łyka pod drzewami świadczą o tym, że gryzonie zamierzają budować żeremie a nie zaspakajają głód. Śmiem twierdzić, że zanika u nich instynkt dzikości, nie przeszkadza im towarzystwo człowieka i przemysłu. Są ślady ich bytowania w pobliżu Huty "Częstochowa", czekam jak zapukają do mojego mieszkania ok. 2 km. od Warty - w blokach dzielnicy Raków ! Kocham całą przyrodę (w tym bobry i dęby) i wiem, że powinno się ją zostawić sobie, jej tysiącletnie doświadczenia zadecydują, ale...
Komentarze