Reklama

Odrzańska przygoda wędkarska.

01/01/2011 12:33
Odra jedna z największych Polskich rzek która bierze swe początki w Czechach stąd też dużo ryb ma swój rodowód Czeski. Czesi nieświadomie zarybiają nam Odrę co pewien czas przeważnie karpiami których po wysokiej wodzie jest w tej rzece bardzo dużo. Niektóre dorastają gdy mają odrobinę szczęścia nawet do sporych rozmiarów. Odra okolice Kędzierzyna-Kożla od mostu Długosza w Kożlu do Raciborza prawie dzika porośnięta drzewami,krzewami ostoja bobrów,kormoranów,czapli oraz różnorodnym ptactwem które ma tu wspaniałe warunki do rozmnażania się-piękno przyrody. Wszystko rządzi się tutaj swoimi prawami od szeregu już lat.Niepodal mostu wKożlu ujście rzeki Kłodnicy do Odry i tutaj dziki krajobraz gdzie na łąkach okalających dwie rzeki rządzi dzik,sarna,jeleń trafi się również łoś a w rzece karp,amur,oraz sum.Tutaj właśnie przeżyłem piękną odrzańską przygodę z karpiem która na długo pozostaje w pamięci. Z moim kolegą wybieramy się na ryby oczywiście ujscie wspomnianej już wcześniej rzeki Kłodnicy aby spędzić nad nią cały wolny weekend całe trzy dni.Pakujemy cały karpiowy majdan i po około czterdziestu minutach jesteśmy na miejscu-jest piątkowe popołudnie cisza bez wiaterku Odra płynie swym leniwym nurtem w kierunku jazów w Kożlu od czasu do czasu ciszę przerywa śpiew ptactwa na drzewach a na bezchmurnym niebie odzywa się robiąc liczne zakola myszołów.Miejsce nasze nakarmiamy kukurydzą oraz kulkami proteinowymi własnej roboty.Po rozstawieniu obozu tj. namiotu i całego majdanu łącznie z łóżkami karpiowymi przechodzimy do montowania i zarzucania wędek.Jedną z moich wędek zarzucam na wspomnianą kukurydzę drugą na proteinę oczywiście metoda włosowa. Gdy wszystko było już zapięte na ostatni guzik a my w fotelach oczekując na branie na mojej szczytówce siada sobie zimorodek który wziął sobie moją wedke za gałązkę z której można co chwilę nurkowac polując na małe rybki kręcące się tuż przy brzegu cóż za wspaniały widok jak również kolory które posiada ten mały ptaszek.Do wieczora tylko podziwianie przyrody oraz żywych istot pojawiających się to na brzegu to w wodzie jak spławianie się płoci oraz leszczy.Nadchodzą godziny wieczorne powoli życie na otaczających nas polach i łąkach mam wrażenie zamiera po całodziennym wyczerpującym dniu przyroda idzie na zasłużony odpoczynek.W wodzie zaczyna się ruch to drapieżnik pewnie przypomniał sobie o głodzie i uderza z wielką siłą w drobnicę której na tym odcinku rzeki jest wielka ilośc. Gdy zza drzew zaczyna wyglądac świecąca swym blaskiem srebna kula ciszę przerywa potężne chlapnięcie wielkiej ryby oczom naszym przez moment ukazuje się wielki karp który po przewaleniu się na bok znika w swoim królestwie.Kolega patrząc z niedowierzaniem mówi ale sztuka z taką rybą to by była walka- no cóż można pomażyc- a może?Do godzin rannych tylko od czasu do czasu słychac hukanie sowy która po nocnych łowach odpoczywa na konarach wielkich drzew.Jest godzina trzecia nagle odzywa siędżwięk mojego sygnalizatora najpierw delikatnie pif,pif tak jak głos słowika nocnego który zaszył się gdzieś w krzakach na drugim brzegu a następnie sygnalizator ciągłym brzękiem oznajmia że to wielka ryba. Podbiegam do wędki zacinam a tu wielki opór z drugiej strony-wołam do kumpla no nareście coś z czym można powalczyc. Myślę przez chwilę i mam przed oczyma tego karpia sprzed paru godzin który pokazał nam się w całej swojej krasie.Ryba odchodzi raz w lewo to znowu w prawo gdy jest już blisko brzegu znów wyciąga żyłkę z kołowrotka i znów jest na środku rzeki trwa to około piętnastu minut- słabnie ryba słabnę również ja boli przeciez ręka od ciągłych amortyzacji uderzeń wielkiej ryby. Po jakimś czasie oczom naszym w świetle czołówki ukazuje się piękny karp który wyczerpany kładzie się na boku i daje się podebrac.Kładziemy go na macie głęboko oddycha walczył przecież do końca a teraz patrzy swoimi małymi oczkami i ma przed nimi pewnie całe swoje wodne życie. Kładę swoją rękę na jego śliskim ciele czuje bicie jego serca a może to mój puls sam już Niewinem –drugą ręka odhaczam haczyk z jego pyska.Leży nieruchomo wpatrzony w zwisające gałęzie drzew które lekko poruszaja swoimi zielonymi listkami.Nazywamy go z kumplem Max mieżymy, ważymy- robimy zdjęcia zaczyna świtac budzi się powoli znowu odrzańskie życie aż chce się życ będąc w środku takiej przyrody.Biorę Maxa na ręce i powoli zbliżam się do wody ryba chyba czuje że dostanie wolnośc jej serce bije już spokojniej. Zanużam ręce z Maxem wodzie a on spokojnie jakby nigdy nic odpływa i znika w swoim królestwie. W niedzielę pokazuje się znów wielka ryba kolega mówi to nasz Max dziękuje nam za wolnośc.pakujemy nasz majdani wracamy do naszego królestwa ale jesteśmy naładowani dodatnią odrzańską energią.

Do następnego spotkania z Maxem
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama